czwartek, 9 września 2021

Dzieci kłócą się w aucie i co ja na to?

 Kłótnie przy stole zniosę dzielnie, kłótnie na podwórku, w salonie... zniosę jakoś, ale kłótnie w aucie doprowadzają mnie do szału. Jestem zmęczona na samą myśl, że będą jechać 30 minut w jednym samochodzie. Mam różne strategie, ale nie zawsze mam siłę. Mam dość. Mam ochotę wyrzucić z samochodu, każdy krzyk sprawia, że się rozpraszam, korki, ciasno, ktoś trąbi... oni krzyczą. Próbuję jechać, ale jest coraz trudniej. Nie mam gdzie zjechać. 

Zanim dotrę do domu jestem tak wyczerpana, że mam ochotę tylko odpoczywać... ale się nie da. Bo są głodni. Czegoś ode mnie chcą. 

Kocham moje dzieci, ale te chwile w samochodzie mocno mnie wyczerpują. 

To jedna opowieść. Teraz druga. Dziś pojechałam odwieźć dzieci rankiem i ... nie zdążyłam zjeść śniadania. Jechałam złoszcząc się, że i tak się spóźnimy. Dojechaliśmy kilka minut po ósmej. Stasiu biegnij bo już się spóźniłeś. Spokojnie mamo, mam na 8.20 

Aaa. No tak. Jasne. 

No to wracam do domu. Nawigacja pokazuje 47 minut (korki). Próbuję jechać, ale czuje się coraz gorzej. Zatrzymuję się na stacji i w kolejce do kasy czuję, że kręci mi się w głowie...zachwiałam się i dotarło do mnie, że znowu przesadziłam. 

Dobrze, że się zatrzymałam, dobrze, że usiadałam i zjadłam śniadanie. 

Dlaczego o tym piszę?

Kiedy kłótnie dzieci w aucie doprowadzają mnie do szału to może dlatego, że jestem po prostu głodna, może dlatego, że jestem tak zmęczona, że mój system nerwowy jest po prostu przeciążony. 

Zatem na niegrzeczne dzieci sugeruję rodzicom znalezienie czasu na śniadanie :) 

Oczywiście to tylko jeden mały puzzel układanki. 

Warto poszukać strategii na drogę.
U nas sprawdzają się bardzo audiobooki. Nie zgadzam się na oglądanie bajek, ale słuchanie jest OK

Czasem dziecko słucha przez swoje słuchawki, a czasem mamy jeden audiobook. 

Sprawdzają się etapy. Jak dojedziemy do sklepu, to zrobimy sobie mała przerwę i kupimy bułki i picie.

Kiedy jest bardzo ciężko, muszę zjechać z drogi i poczekać, aż się uspokoją. 

Czasem muszę wysiąść na chwilę, żeby ochłonąć i nabrać sił. 

Generalnie mój dobry humor, moje śpiewanie w aucie mogą zmienić naprawdę wiele. 

Mój wniosek po dniu dzisiejszym?

Zadbam o siebie, to ma sens :) To jest ważne nie tylko dla mnie ale dla moich dzieci. 


 

czwartek, 2 września 2021

Jak nauczyć dziecko samodzielności?

 


Ratunku! wrzesień do jednak koszmar...

Ponieważ wierzę, że jedynym sposobem na samodzielność dziecka w szkole jest danie mu tej samodzielności to… zbieram owoce… na razie marne.

A może nie marne?



Dziś 2 września. Poranek.

Moje niewinne pytanie: masz wszystko w plecaku?

Wczoraj zadałam pytanie: czego potrzebujesz na jutro?

Zadaję pytania, nie po to, żeby wiedzieć, ale po to, żeby młody człowiek pomyślał.

No i dziś 2 września, kiedy oczami wyobraźni widzę te korki i widzę jak z pewnością się spóźnimy… Dziś! na pytanie: masz wszystko w plecaku?

Słyszę:

- eee chyba nieeee, ale zaraz poszukam piórnika. A możesz mi spakować buty? (odpowiada mój syn)

- Cooo? Jak to poszukasz piórnika?! Dziś?! To co Ty robiłeś wczoraj?
 (nie wytrzymałam, mimo, że to bardzo głupie pytanie.)

- Mamo spokojnie skupmy się na rozwiązaniu, nie na szukaniu winnego. Zaraz poszukam.

(O Panie. Jak to zaraz??? I jak to poszukam??? To jest ten moment, kiedy myślę o tym, żeby komuś przyłożyć, ale dzieci się nie bije. Mam ochotę krzyczeć, że nie ma czasu, że co on sobie myśli???
I jakim cudem zgubił nowy piórnik??? (kłebią się myśli w mojej głowie)

Nie krzyczę, bo nie powinno się krzyczeć na dzieci i tu…uwaga!

mój głupi umysł, przyzwyczajony przez lata do akcji: znaleźć winnego i go ukarać,
przechodzi do trzeciej fali.

Pierwsza fala to ochota na wymierzenie kary, druga fala to wylew złości- chęć krzyczenia.

Trzecia fala mojego myślenia o tej sytuacji:

No tak to nie jest jego wina, nie ma co się złościć na dziecko. Nie ma co krzyczeć, bo to bez sensu.

TO MOJA WINA. To ja zawaliłam. Popełniłam błąd. Powinnam wczoraj sprawdzić, a nie zrobiłam tego. Jestem kiepską matką. Powinnam pomyśleć, że on jest dzieckiem. Jak mogłam…. Itd. (Takie myśli w mojej głowie. Znalazłam winnego. Teraz czas na karę. Sama ją sobie wymierzę. A może już wymierzyłam?)

Ufff, to co się dzieje w głowie rodzica, to jest jednak pewien cyrk.

Nie szukaj winnego.

Ani w dziecku, ani w sobie.
Pomyśl o tym, co zrobisz następnym razem.
Pomyśl o tym, czego z tej sytuacji uczy się dziecko?

Zobaczyłam, że moja ciężka praca uczenia siebie i całej rodziny, koncentrowaniu się na rozwiązywaniu problemów, to tylko początek. 

Teraz czas na mnie. Czas przestać obwiniać siebie za to, co się dzieje. To nie moja wina, że moje dziecko ma gorszy dzień. To nie moja wina, że moje dziecko popełnia błędy, to nie moja wina, że jest tak jak jest. 

Owszem czasem po prostu zawalam, choć bardzo się staram. To zawalanie jest dla mnie cenną lekcją. Zwykle wtedy wiem, że straciłam równowagę w tym, ile jestem dla rodziny, a ile dla pracy- pasji. 

Skupić się na rozwiązaniu to też brać życie w swoje ręce i kreatywnie podchodzić do problemów. 

Tego chcę dla moich dzieci i tego pragnę dla siebie. 


A jak jest u Ciebie?




środa, 30 czerwca 2021

Wakacje - jak nie zmarnować tego czasu


Natykam się ostatnio na posty na fb z cudnymi zdjęciami mam na wakacjach. 

Fotka wakacyjna, ale przed mamą laptop i notatki  i wpis w stylu: jestem szczęśliwa, bo pracuję ile chcę i gdzie chcę...

Wiem, że gdzieś po drugiej stronie tej fotki są dzieci. Nie wiem gdzie. Podejrzewam, że to wakacje z mamą i pewnie z tatą. A może nawet nie ma dzieci. To czemu mnie te zdjęcia zaniepokoiły? 

Nie wiem dlaczego my kobiety chwalimy się tym, że pracujemy na wakacjach. O co chodzi? Czy chcemy udowodnić światu, że jesteśmy fantastyczne w każdym calu. Piękne, zadbane i jeszcze zarabiamy pieniądze. Nie jestem tylko mamą, ale jestem kimś więcej. Czy o to chodzi? O to poczucie wartości ? Może się czepiam?

Wiem, też mam firmę i też czasem pracuję siedząc na tarasie i patrząc na dzieci. 

Mój radar jednak zaświecił się na czerwono. Coś mi nie gra. Długo dziś się nad tym zastanawiałam. Przeszłam przez wszystkie możliwe uczucia od zazdrości począwszy. I chyba wiem.

Po raz kolejny spróbowałam stanąć w butach dziecka i przejść się w nich kawałek po tym wakacyjnym wypoczynku z mamą, która ma firmę. Ten spacer trochę mnie zabolał. Może dlatego, że w niektórych odcinkach zobaczyłam siebie. Ta "zabawa" w spacer w butach własnego dziecka zawsze mnie mocno porusza. 

Co widzi dziecko? Co słyszy dziecko? Czego doświadcza moje dziecko?

Może jednak czas urlopu to czas bez laptopa? Nawet jeśli kocham swoją pracę. To przecież dość naturalne, że jak się ma swoją wymarzoną firmę to zwykle jest to kawałek pasji. Pewnie trudno wtedy zostawić pasję i wziąć urlop. Wiem coś o tym. Kiedy ma się swoją firmę to ... gdzie jest urlop?

Może jednak warto? Dzieciństwo jest krótkie. Każdego dnia to widzę. 

Dlatego próbuję walczyć o ten czas dla dzieci i czas dla siebie bez firmy. Wiem, wiem jakie to bywa trudne. Ilość projektów i pracy jest ogromna. Ale to jest też pułapka mojej zachłanności. Może Ty tak nie masz. We mnie drzemie zachłanność. Chcę robić więcej tych fascynujących rzeczy jakimi się zajmuję :) Jestem zachłanna na pracę i wiem, że tak mam. 


W dobie Internetu, praca rozpanoszyła się na dobre w każdej przestrzeni naszego życia. Nie ma wolnych stref, nie ma wolnych przestrzeni... nieprawda. Są wolne przestrzenie, są wolne strefy naszego domu. Pod warunkiem, że ja ich chcę. To zależy tylko ode mnie. To ja je ustalam. Jeśli tego chcę.

Dziś podczas obiadu miałam ochotę opowiedzieć o kolejnym pomyśle na kolejny projekt (fascynujący...jak zwykle...:) ale ugryzłam się w język. Niech praca nie zabiera mi czasu z rodziną.

Może to, co piszę jest jakimś wariactwem, może przesadzam? Ale, widzę jak to się dzieje. Obserwuję siebie i swoją rodzinę i wiem, że tak jest u mnie. 

Te wpisy na fb (a dziwnym zbiegiem okoliczności dziś przeczytałam dwa prawie identyczne) utwierdziły mnie w przekonaniu, że powinniśmy o tym rozmawiać. Może warto, by dzieci uczyły się, że firmie (nawet tej własnej, a może zwłaszcza własnej) tez trzeba postawić granice. 

Jak cudownie byłoby gdyby dzieci usłyszały: jedziemy na urlop, nie będę tam pracować... będziemy tylko odpoczywać. Ktoś tak robi? 

Jakie to trudne. 

I jakie konieczne się wydaje. Może jednak prawdą jest stwierdzenie, że im coś przychodzi trudnej tym ma większą wartość? Może lepiej krótszy urlop, ale bez laptopa?

Zostawić pracę? Zostawić pasję? Odłożyć? Przecież robię to, co lubię, to co kocham, to co daje mi spełnienie, to co sprawia, że czuję się taka wartościowa... Myślę, że to pułpka.

Wakacje wystartowały pełną parą. Dzieci nie chodzą do szkoły i patrzą uważnie na nas. Patrzą i uczą się. Patrzą jak stawiamy granice, jak rozkładamy akcenty w naszym życiu, jak zachowujemy równowagę albo jak jej nie zachowujemy. 

Kiedy to piszę, jest we mnie mały niepokój. Czy dam radę pojechać na tydzień bez laptopa? Czego potrzebuję by się to udało? Bez maili, bez sms-ów w sprawie pracy, bez powiadomień, bez kalendarza, a nawet bez kolejnej mądrej książki... 

A może inaczej? Może pytanie brzmi: ile czasu daję pracy, ile czasu daję sobie i bliskim? I mówię raczej o tym co się dzieje w mojej głowie. Bo to, że jestem w domu, jestem na wakacjach, jestem z dzieckiem na spacerze to nie musi oznaczać, że nie pracuję, jeśli mój mózg zapierrnicza na najwyższych obrotach :)

Wakacje - nie chcę zmarnować tego czasu. Chcę by  moje dzieci zapamiętały jak je przytulam i jak biegnę z nimi i jak się głośno śmieję i jakie lubię lody i jak zachwycam się widokami. 

Czy tak mnie widzą? Jak Cię widzą dzieci w czasie wakacji, w czasie urlopu?



czwartek, 10 czerwca 2021

Dlaczego czuję się odrzucona


 Wchodzę do kuchni i słyszę głośny śmiech mojej rodziny, widzę jak siedzą przy stole, rozmawiają i dobrze się bawią. Nie potrafię się włączyć, nie znam filmów o których rozmawiają, nie znam youtuberów, których komentują, nie widziałam najnowszego teledysku ... Czuję, że rośnie we mnie napięcie. Nie potrafię się powstrzymać i rzucam uwagę na temat sprzątania i mycia garów, na temat tego co jutro trzeba zrobić... nie chcą mnie słuchać. Czuję się w jakiś sposób poza ich kręgiem. Nie potrafię się przyłączyć, nie zapraszają mnie, bo nie jestem w temacie. Boli. Kiedy boli zaczynam kąsać. Zaczynam być niemiła. Czuję się odrzucona. Człowiek zraniony maskuje swój ból okazywaniem złości. Ja tak robię. 

Czasem widzę jak swoją ukrytą złością wprowadzam napięcie... widzę to i... to jest dobre. Dobre jest to, że wreszcie WIDZĘ. Tylko to. Ta moja wiedza, ta świadomość, bo wtedy mogę coś z tym zrobić.

Dopóki winą za moje odrzucenie obarczam innych, nic się nie zmieni. 

Oni są okropni, nie kochają mnie, nie chcą ze mną rozmawiać...

Wystarczy, że zamienię tę myśl na pytanie: co mogę zrobić? co jest głębiej? czego ja potrzebuję? czego do cholery mi brakuje, że jest jak jest?

To już za mną. Kiedy piszę te słowa, jestem już w drodze do stołu, a czasem nawet przy nim siedzę, zdarza mi się też, że głośno się śmieje.

Co się zmieniło? 

Posłuchałam siebie, usłyszałam tęsknotę za radością i zabawą, tęsknotę za dobrym czasem. Czasem bez napięcia, że znowu jest coś do zrobienia. Tęsknotę za rozmową... 

Usiadłam w fotelu i zaczęłam świadomie wybierać czego słucham. Przypomniałam sobie jakie kiedyś lubiłam utwory, odkurzyłam moją ukochaną poezję śpiewaną. Ogłosiłam w domu, że ja też będę puszczać muzykę i nie macie wyjścia, czasem posłuchacie tego co ja :) O dziwo, nikt nie protestował, słuchali i śpiewali razem ze mną. Teraz możemy już rozmawiać o muzyce o tej mojej muzyce i tej nie mojej, ale mi znanej. To nas buduje. 

To była dla mnie lekcja życia. 


To czy jestem wśród moich bliskich i śmieję się razem z nimi zależy bardziej ode mnie niż od nich. 

Odrabiam zaległości, mam listę filmów. Oglądam i możemy rozmawiać. 

Nie wiem jak jest u Ciebie. Jeśli jednak z jakichś powodów nie możesz się odnaleźć w tym beztroskim czasie rodzinnym, to może nie warto czekać. 

Odkrywam, że to co myślę, to co lubię, to co mi się podoba, to co wybieram ma wartość. 

Odkrywam, że rozmowy w rodzinie to coś więcej niż przekazywanie informacji co trzeba kupić i gdzie posprzątać? 


Tyle radości i tyle śmiech i tyle chwil które są takim bogactwem. Uff jak dobrze, że to zobaczyłam. Chcę rozmawiać i śmiać się i to robię, bo oprócz pracy i obowiązków, pamiętam też o sobie i tym co jest dla mnie ważne.



środa, 2 czerwca 2021

Jestem blisko ciebie i blisko siebie

 


Żeby zrozumieć dziecko i usłyszeć jego głos, zobaczyć jego uczucia, o których nie mówi... żeby być blisko dziecka...muszę być blisko siebie. 

Co to znaczy?

Jak to zrobić?

To nie jest łatwe. 

Dziś mi się nie udało. 

Chciałam chwilę pomyśleć, ale szkoda mi było czasu na "nicnierobienie" bo czymże jest siedzenie i myślenie. 

Zatem popracowałam chwilę, poprzerzucałam papiery, Pokręciłam się w kółko tak minął kwadrans, który miałam na myślenie. 

Panie, dobrze, że moją pracą jest pisanie bo temu dzięki mogę zbierać myśli bez poczucia ...NICNIEROBIENIA

Skąd mi się to wzięło? Skąd we mnie to pytanie: co robisz? - nic... no to weź się do roboty. 

Tyle jest pracy. Ciągle pracuję i jej nie ubywa. Przybywa. Każdego dnia mam więcej pracy. 

Czy jestem blisko siebie? Czy jestem choć troszkę bliżej siebie? Nie jestem. Uciekłam gdzieś daleko i nie mogę się odnaleźć. Szukam, ale chyba nie tam gdzie trzeba. Może dlatego, że blisko jest tu. A mnie tu właśnie nie ma... ja już jestem jutro a czasem jestem wczoraj...

Jak mogę być blisko dziecka, które jest TU? Skoro mnie TU nie ma?

Wiem, że to dziwne, ale tak to czuję. 

Idę poszukać siebie... nie, nie idę... zostanę i poczekam na siebie. Poczekam na moje myśli, które chcą wrócić z jutra i wczoraj, poczekam na moje serce, które błąka się gdzieś po okolicy i tylko oddech jest tutaj. On nie może być jutro, ani wczoraj, tak jak miarowe bicie mojego serca.

Tak sobie siedzę i słucham swojego oddechu i powoli czuję że jestem. Dobrze. To dobrze. Jestem. 

Teraz jak ten stan przenieść na "bliżej dziecka".

Może popatrzę w oczy i posłucham jak bije jego serce i może usiądę bardzo blisko, przytulę i bez pośpiechu poczekamy aż przyjdzie prawdziwa OBECNOŚĆ.



Nie ta pozorna, nie ta udawana, nie ta zmęczona, ale ta prawdziwa, ta która daje prawdziwą radość, ta coraz rzadsza i ta której tak trudno się uczyć. Bo to uczenia trzeba zacząć od siebie. 

Chcę być bliżej siebie, żeby móc dać bliskość drugiemu człowiekowi.  


czwartek, 6 maja 2021

Kiedy rodzic ma dość


 Złość, bezsilność, wkurzenie, bezradność, żal, strach, smutek, wstyd i wiele więcej... Gama uczuć, które pojawiają się w nas w związku z trudem wychowywania dzieci jest naprawdę szeroka.

To wszystko miesza się z radością i czułością i dumą i spokojem... kiedy już cichutko śpią w swoich łóżkach :)
Dziś śmiałam się i płakałam bo czułam się bezsilna i potem znowu się śmiałam a jeszcze w międzyczasie złościłam i przytulałam z miłością i czułością. Cała ta mieszanka jest moim bogactwem, obserwuję siebie i widzę, jak to się szybko zmienia i jak rezonuje w dzieciach.

środa, 28 kwietnia 2021

Mama i ja

 

Bardzo trudny temat. Tak łatwo rani się tych, których się kocha. Wszystko boli. Pamięć jest paskudna, bo zapisuje mocno to, co bolesne. Słowa i zdarzenia, które wolelibyśmy wymazać z pamięci. A przecież było całe mnóstwo pięknych chwil. Szkoda, że tak trudno je sobie przypomnieć. Dużo myślę o tej relacji. Ile w niej trudu i ile zmagań. Ile bólu. Dlaczego tak się dzieje? Pewnie jest wiele odpowiedzi na to pytanie.

Edukacja Domowa - czy Staś siedzi w domu?

 


Ktoś mnie ostatnio zapytał

- jak tam Staś?

- Ano dobrze.

- Do jakiej szkoły chodzi?

- Jest w ED / Edukacja Domowa/

- aaa, czyli siedzi w domu...



Kilka dni wcześniej ktoś inny powiedział:

- no mów, co chcesz, ale w szkole dzieci uczą się więcej niż te w ED...

sobota, 22 sierpnia 2020

taniec wokół stołu

 


Temat jedzenia jest duży. Jest we mnie jednak kilka myśli, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Dziecko przestaje pić mleko mamy i zaczyna jeść stałe pokarmy. Są dzieci, które chętnie próbują nowych smaków, ale są takie dla których to nie jest takie łatwe.

Bywa tak, że dzieci jedzą dużo słodkich kaszek i rosną w oczach. Coraz więcej dzieci jest po prostu przekarmiona. To nie jest fajny temat, ale czuję, że trzeba też o tym pisać. Małe dziecko, może nawet próbuje powiedzieć, że ma dość, ale duży człowiek po drugiej stronie fotelika wygląda jakby wiedział lepiej, kiedy ostatnia łyżka. Zwykle to rodzic wie, kiedy dziecko jest najedzone (???)

czwartek, 13 sierpnia 2020

Pakowanie na wakacje

 

Jak budować motywację dzieci do angażowania się w domowe obowiązki? Jak przekazywać im przekonanie, że rodzina jest jak drużyna i na sukces muszą pracować wszyscy? Poprzez angażowanie dzieci w zadania – nie tylko na etapie wykonawczym czyli zlecania im zadań do wykonania ale także na etapie planowania i tworzenia pomysłów na rozwiązania. Gdy pakowaliśmy się na wakacje ja swoim zwyczajem zrobiłam listę rzeczy do spakowania i cały dzień dopisywałam rzeczy o których sobie przypomniałam (żeby potem nie zapomnieć co jeszcze planowałam zabrać).

sobota, 1 sierpnia 2020

Dzieci i ich wspomnienia



Okazuje się, że dzieci nie pamiętają różnych rodzinnych wyjazdów i nie tylko wyjazdów, ale tych fajnych akcji, które dla nich organizowaliśmy. Czasem super wyjazdów. Coś gdzieś, ale gdzie to było? A już naprawdę denerwuje mnie, kiedy jakieś moje duże dziecko mówi: wiesz byliśmy z klasą w takim świetnym muzeum ...
- tak, pamiętam jak byliśmy tam z Tobą. 
- nieee, ja tam nie byłam nigdy wcześniej
- byłaś
- nie byłam
- byłaś
Ale nie będę Wam tu pisać, że warto jeździć z dziećmi na wakacje, nawet jak potem nic nie pamiętają. Chcę Wam raczej napisać, że to ja rodzic jestem skarbnicą wiedzy i bankiem wspomnień mojego dziecka.  Ode mnie zależy, czy dziecko będzie wspominało te chwile. Kto z Was wywołuje zdjęcia, których robimy całe tysiące? Co z tego, że są na dysku? Co z nimi robimy? Po co je robimy? Zdjęcie może być po to, by dziecko mogło przypomnieć sobie te dobre chwile. 
To jest jak otaczanie dziecka dobrem. Jeśli oglądamy zdjęcia z wakacji to przeżywamy ten czas jeszcze raz. Niezwykłe doświadczenie. 
Są różne pomysły. My lubimy rodzinne kalendarze, wrzucam tam zdjęcia z całego roku. Kiedy się śmiejemy, kiedy jesteśmy na wycieczce, na spacerze, jemy obiad, przytulamy się. Otaczamy się swoją obecnością, ciepłem relacji i tego co dobrze wspominamy. 
Same wakacje to tylko mała część z tego, co można zbudować w naszej rodzinie. 
Inny pomysł to wydrukowanie jednego zdjęcia w tygodniu i zawieszenie go na lodówce, albo tablicy korkowej. Niech przypomina te błogie chwile. 
Czasem urlop (patrz Morze Bałtyckie) jest piękny na zdjęciach bo zdjęcia robimy wtedy kiedy nie pada :) Ja kocham nasze morze, ale kiedy opowiadamy o urlopie znajomym, wszyscy pytają o pogodę. Dzieci stoją zwykle blisko i słyszą: "no fajnie było, ale pogoda taka sobie, jak to nad morzem ...".
Jakie wspomnienia z tego wyjazdu ma dziecko? "pogoda kiepska..."  to się utrwala, co jest powtarzane. Albo mówimy w obecności dziecka: "no fajnie ale urlop z dziećmi, to nie wypoczynek" i co dziecko zapamiętuje? Przykładów można mnożyć. Warto przyjrzeć się temu co się dzieje z "naszym urlopem" po powrocie do domu. Jak o nim mówimy? Jak wspominamy? 
My widzieliśmy nad morzem sowę. Do tej pory mam wrażenie, że to ona nas obserwowała, nie my ją. Pielęgnuję tę opowieść o sowie. Chcę, żeby została w naszych sercach. To też jest jeden z pomysłów. Czyli jakaś opowiastka, która nas po prostu cieszy. 
Jest jeszcze jeden pomysł dla młodszych dzieci. Drukujemy kilka zdjęć i wrzucamy je do pudełka. Organizujemy zabawy wokół tych zdjęć. 
Przykłady:
- układam zdjęcia na podłodze i zadaję zagadki opowiadając o tym co widzę "na tym zdjęciu ktoś wybiera się chyba na plażę..."
- grupujemy zdjęcia według klucza np: wszystkie zdjęcia na których jest Ania
- układamy historię ze zdjęć - ja opowiadam a dziecko uzupełnia ją zdjęciami "rano cała rodzina poszła na plażę... a na plaży budowaliśmy zamki.... i kąpaliśmy się w morzu... wieczorem chodziliśmy na spacery.... " 
- wybieramy jedno zdjęcie i rysujemy sobie do tego zdjęcie ilustrację - razem w zabawie, bez presji, nie musi być jakoś super ładnie, ale tak żebyśmy się dobrze bawili. 
Mówiąc krótko, warto korzystać z owoców urlopu dłużej. Dzieci nie pamiętają tak dobrze, bo w ich życiu dzieje się naprawdę wiele. Dlatego dbam  wspomnienia. Dbam to nie jest odpowiednie słowo, ja czuję, że to co zapamiętujemy jest swego rodzaju budowaniem naszej rodziny. 
Bardzo jestem ciekawa jak Wasze urlopy z dziećmi. Jak je wspominacie? Jak wspominają Wasze dzieci? Macie jakieś swoje rodzinne pomysły na przedłużenie tego czasu? 

wtorek, 28 lipca 2020

ech ten Internet

Wszyscy dobrze wiemy, że ma swoje dobre i złe strony. Nie chcę zrzędzić, ale czasem mam naprawdę dość tej rodzicielskiej walki o oderwanie dziecka od ekranu. Wolałabym widzieć jak się nudzą, jak marudzą, jak proszą o kisiel albo gofry... lubię kiedy są blisko nas. Teraz dzieci potrafią być bardzo ciche. W ogóle nie przeszkadzają. I ta cisza właśnie mnie niepokoi. Kiedy jest za cicho, wiem, że Anna porwała komórkę i być może gdzieś się z nią schowała. Wiem. wiem, powinna być poza zasięgiem jej wzroku itd. Wiem to wszystko. Naprawdę się staram. I właśnie to staranie, bywa trudne. Nie chce mi się starać. Nie chce mi się zgadzać lub nie zgadzać, nie chce mi się... A czasem po prostu nie mam siły. Jednocześnie wiem, że mogę łatwo przegrać w tej nierównej walce. Wystarczy, że zaniedbam relacje,wystarczy, że gdzieś zgubię uwagę i zatracę się w pracy. YouTube już nawet nie potrzebuje żeby klikać, sam odpala wszystkie filmy. Nie musisz się zgadzać, nie musisz nawet chcieć, wystarczy, że jesteś.

sobota, 18 lipca 2020

dodaj dziecku siły

 Fascynuje mnie ta wewnętrzna siła dziecka, która jest motorem jego rozwoju. Patrzę i zazdroszczę, cały dzień coś robi, nieustająco szuka odpowiedzi na pytania, które rodzą się w jego głowie. Gdybym ja miała w sobie taką siłę... a może mam, tylko gdzieś zakopałam? Nie wiem. Na razie zachwyca mnie obserwacja. Jednocześnie znam dzieci, które są bardziej ciekawe świata i te mniej ciekawe (mówiąc delikatnie). Czy to jest cecha wrodzona? Czy tak po prostu  jest,  że jedni rodzą się z apetytem na uczenie się świata a inni nie?
To byłoby zbyt proste. Niestety my dorośli mamy swój udział w tym czy dziecko jest głodne świata czy nie. Co zatem zrobić, by nie zabić w dziecku tej ciekawości, która sprawia, że mu się chce iść dalej, że nie przestaje pytać, że sprawdza, że szuka, że docieka, że nie odpuszcza tak łatwo? 
Po pierwsze dorosły musi się zatrzymać, kiedy dziecko chce się z nim podzielić swoim odkryciem. Nawet jeśli ma dwa lata i pokazuje, że kamień można wrzucić do kałuży. Właściwie mogłabym dalej nic nie pisać. Bo jeśli jesteś dorosłym, który potrafi się zatrzymać i patrzeć na świat oczami dziecka to już znasz odpowiedź. Ono będzie ten świat odkrywało, bo dzięki Tobie zrozumiało, że warto. Że jest wiele pytań, że szukanie odpowiedzi jest fascynujące. 
Mój syn pyta: chcesz, żebym ci coś opowiedział mamo? Zatrzymują mnie te słowa. Porzucam na chwilę mój pełen niekończących się zadań świat i mówię: tak jestem ciekawa Twoich przemyśleń. Słucham. 
Kiedy dziecko ciągnie mnie za rękę, żeby pokazać mi liść, zatrzymuję się, żeby go zobaczyć. Bo to jest ten mały krok, który prowadzi do świata nauki. Nie do szkoły, ale do uczenia się życia przez szukanie odpowiedzi. 
To czego nie wolno nam zepsuć to właśnie tych pierwszych kroków. 
Czasem słyszę taki tekst: chcesz żebym ci pokazał, jak to zrobiłem? 
Myślę sobie wtedy, że przecież wiem i po co mam patrzeć. Jednocześnie wiem, że to jest pytanie o sens uczenia się i odkrywania. Tak naprawdę to pytanie brzmi: czy chcesz cieszyć się ze mną moim odkrywaniem świata? czy chcesz dzielić moja radość? czy chcesz być blisko mnie? potrzebuję komuś o tym powiedzieć, to mnie buduje. To sprawia, że jesteśmy bardziej razem niż w wielu innych chwilach. 
To jest magia. Kocham to drugie dno w działaniach dziecka.
No i jeszcze refleksja. 
Tym co zabija ten naturalny pęd do rozwoju jest zbyt szybkie wejście w świat Internetu. Tam nie muszę już pytać, nie muszę szukać, wszystko jest tak szybko, że dziecko nie ma czasu na myślenie. Ktoś myśli za niego, zanim w jego głowie pojawi się pytanie, to jest już odpowiedź. Dlatego warto ograniczać dzieciom czas ekranowy. Same sobie tego nie zrobią, bo nawet nie wiedzą ile tracą.  Ale to duży temat na inną okazję. 
Tymczasem zatrzymujmy się tak po prostu. Bądźmy uważni na te pierwsze kroki. Słuchajmy pytań i nie dawajmy od razu odpowiedzi.  Pozwólmy dzieciom szukać odpowiedzi. Czasem dziecko mówi: a wiesz skąd się bierze śnieg? Warto wtedy zapytać co dziecko wie na ten temat. Bo być może dziecko chce się podzielić swoją wiedzą i w taki sposób to robi. Zaciekawiam się tym, co moje dziecko odkrywa. Bo tylko tak, daję mu pewność, że to uczenie się świata jest najpiękniejszą i najważniejszą przygodą życia.