niedziela, 30 września 2012

ufff mamo nie musisz się uśmiechać

Przeczytałam to już kiedyś, ale chyba dopiero teraz przy powtórce dotarło do mnie o co chodzi. Mam wrażenie, ze to najważniejsza książka z tej serii. Obala mit dobra mama to uśmiechnięta i wiecznie zadowolona mama...

Mamo możesz czuć to co czujesz. Masz swoje potrzeby, swoje uczucia, jesteś osobną osobą. Dzieci są ważne, ale ty też jesteś ważna.

Możesz powiedzieć dzieciom: nie mam siły, czuję się zmęczona,

Nie muszę żyć w permanentnym poczuciu winy wychodząc z domu ("zostawiam te biedne dzieci BEZ MATKI")

Odetchnęłam z ulgą.

Kiedy "ubieram się w uśmiech", a w środku czuję coś zupełnie innego, to jest to fałsz. Moje ciało mówi coś innego. Prędzej czy później dzieci zaczynają robić podobnie. Mówią, że jest super, a w środku...?

Wsłuchać się w swoje uczucia.
Tak mocno wsłuchuję się w to co czują dzieci, że nie zawsze potrafię określić swoje własne uczucia :(

A przecież szczęśliwa rodzina to taka, w której próbujemy zaspokoić swoje potrzeby wzajemnie, słuchać siebie nawzajem. 

Co ja czuję?  Trzeba się przyjrzeć swoim uczuciom by wszystkim żyło się lepiej :)

Polecam tę książkę szczególnie.

niedziela, 9 września 2012

czy moje dziecko jest wyjątkowe?

Warto popatrzeć na dziecko i zobaczyć co jest w nim wyjątkowego. Szczególnie jeśli mamy w domu więcej niż jedną pociechę. Dlaczego? Dlatego, że patrząc na dzieci nieustannie porównujemy. A ten jak był mały to nigdy tak nie zasypiał sam w łóżeczku, oj z jedzeniem to będzie raczej podobny do ..., a ten lepiej sobie radzi niż ..., no jak byś się przyłożył tak jak... to może by ci się udało... Paweł zawsze o tobie pamięta a ty?... jaka ty jesteś grzeczna nie to co..., no co ty on nigdy by tak dobrze tego nie zrobił...
na pytania innych o nasze dzieci odpowiadamy patrząc na dzieci razem : no córka tak dobrze sobie radzi, ale mogłaby lepiej bo syn ... no ale znowu ten jest lepszy w...ale najmłodszy to jest pogodny nie tak jak ... bo ta ma dopiero nastroje...
na placu zabaw: jest sprytniejszy, ale mówi mniej... no ale nie krzyczy tak jak ten...
Kolejna fala porównań to porównania do rodziców ... jaki ojciec... no co się dziwić córce jak matka też ma bałagan wszędzie....sprytny i zaradny jak dziadek, ale urodę to ma po....

Z uwagą detektywa zaczęłam śledzić swoje myśli i słowa. Niestety porównań, nawet takich nie wprost, ale jednak, jest dużo. Patrząc na to co dzieje się z dziećmi, ja reagują  na porównania,  warto się nad tym zatrzymać. Nie chcę się rozwodzić na temat tego ile złego wyrządzają nam porównania. Każdy kiedy się nad tym chwilę zastanowi sam znajdzie odpowiedź. Wystarczy przypomnieć sobie porównania z naszego własnego dzieciństwa by poczuć ten ciężar.

Zastanawia mnie jednak bardziej jak uniknąć porównań. Sposobów jest wiele, ale zanim zaczniemy je stosować warto zrobić sobie ćwiczenie. Wziąć do ręki zdjęcie dziecka i przykleić na kartce, poniżej napisać: moja wyjątkowa córka. Dalej opisać co jest wyjątkowego w dziecku bez uciekania się do porównań. To samo zrobić z każdym kolejnym dzieckiem. Czy to łatwe? Nie wiem. Zrobię to dziś i na pewno się podzielę refleksjami. Z pewnością jednak trening patrzenia na dziecko jak na zupełnie odrębną istotę jest mi potrzebny.

"Mamo, tato jestem sobą"