sobota, 17 stycznia 2015

a może miski nadadzą się do zabawy?

Miski w różnych rozmiarach to zabawa na dłuższy czas. Można je układać, można do nich coś wrzucać, można je składać i rozkładać. Nasz syn uwielbiał tak się bawić. Znalazłam to zdjęcie i pomyślałam, że może to być dobra inspiracja na zabawę w domu. Kulki które przekłada Staś są ze styropianu, kupione w sklepie dla plastyków.
Właściwie gdyby się tak przyjrzeć to ten młody człowiek całkiem poważnie oswaja matematykę :)

niech żyją bańki mydlane !!!

Ja jako dziecko robiłam bańki rozcinając słomkę :) Świat jest piękny kiedy wokół tyle kolorowych baniek.
Zamiast narzekać ze zmęczenia, zamiast opowiadać o ciężkim dniu... możesz usiąść na ławce, albo nawet na krawężniku (siedziałam dziś z Antkiem i trochę dziwnie na mnie ludzie patrzyli, ale było fajnie) i puszczać bańki. Minie zmęczenie, świat pojawi się w nowych kolorach... kolorach baniek mydlanych.

wychowanie do wolności - wybory małe i duże

kim jest człowiek wolny? jaki to człowiek ?
patrzę na moje dzieci i zastanawiam się nieustannie jak dać im siłę do stawania się dorosłym wolnym człowiekiem.
Wybory. Dobre, samodzielne wybory, to będzie najważniejsze zadanie już niedługo... a może już dziś?

Czy nasze dzieci potrafią wybierać? Jak je tego uczyć? Jesteśmy w sklepie, kupujemy klej. Stoję z Ant w sklepie, pani pyta: który klej? patrzy na mnie, Antka nie widzi? Ja patrzę na Antka i czekam. Pani podaje jeden i mówi: weź ten, jest dobry :(
"Weź ten..." znam te teksty: to jest najlepsze, kup koniecznie etc tysiące reklam wszędzie dookoła.
WYBÓR
Jestem z Zosią u fryzjera. Córa (prawie 11 lat) siedzi na fotelu .. i pani pyta: jak obcinamy? Na kogo patrzy? Oczywiście na mnie. ja patrzę na Zosię i przekierowuję pytanie.
Takich sytuacji jest cała masa.
Nie jest to dla mnie proste i oczywiste bo sama często narzucam innym swoje zdanie :(
Tym bardziej muszę o tym pamiętać. Teraz wybór kleju, kiedyś ... wybór żony :) Chyba przesadziłam, ale coś jest w tych wyborach trzeba się temu lepiej przyjrzeć.

zbudujmy domek

Potrzebujemy domu. Dzieci kochają budowanie domków, namiotów. Coś magicznego jest w takim tworzeniu. Zosia buduje namiot na huśtawce :)
Marzę o tym by zbudować jej kiedyś domek na drzewie.
Małym dzieciom wystarcza koc i dwa krzesła. Potem dwa koce i prześcieradło. Zwykle przy takiej budowie jest spory bałagan, ale ile radości!!!
Pozwólmy dzieciom budować domy :)
Małe i duże, z pudeł i koców z materacy i krzeseł i poduszek. Chłopcy czasem budują statek kosmiczny, ale to też ma zwykle ściany i dach.
Dom. Jest w tym coś niezwykłego. Zaangażowanie i trud, który w to wkładają. Znoszą różne przedmioty, meblują, organizują przestrzeń. To niesamowite. Z ogromną radością patrzę na taką zabawę. Pamiętam z własnego dzieciństwa taką zabawę.

kup duuuży papier


Kupiliśmy papier, który
zwykle wiesza się na flipchartach :)
Powiesiliśmy na ścianie i dzieci mogą sobie używać wielkich kartek ile dusza zapragnie. Rysowanie na dużych kartkach i uczenie się poprzez rysowanie schematów jest ciekawsze niż siedzenie przy biurku. Zosia uczy się najlepiej kiedy może swoją wiedzę przekazać innym. Dlatego tłumaczy mi jak wygląda pantofelek, jednocześnie rysuje schemat.
Antek wymyślił gazetkę rodzinną. Kartka wisi na naszych wielkich drzwiach przesuwnych.

Każdy może dopisać jakieś ogłoszenie, informację itp. A informacje
mogą być ciekawe :) Każdy ma coś ważnego do przekazania innym. Dać ogłoszenie do gazety to jest coś!
Stach używa jej na podłodze. Niech żyją wieeelkie kartki :) Mówi jego uśmiechnięta buzia. Każdy powinien spróbować rysować na takiej kartce i poczuć jak to jest.
Wielkie ruchy teraz, na pewno zaprocentują w przyszłości lepszą koordynacją i ... może odwagą w rysowaniu? A może nie tylko w rysowaniu?

pytania są motorem nauki


Nie wierzę własnym oczom. Moja córka wertuje książki, szuka informacji, robi mapy myśli, tłumaczy Antkowi co to są enzymy itd. Dlaczego chce się uczyć? Normalnie nie jest to jej ulubione zajęcie.
Może dlatego, że znalazł się czas na PYTANIA. W pośpiechu dnia codziennego nie ma czasu na pytania. Szkoła, obiad,lekcje, trochę zabawy i już wieczór. Przerabiamy układy (tak jak dzieci w szkole), ale sami wybieramy który i w jaki sposób. Przerwy wtedy, kiedy jest taka potrzeba i duuużo pytań.Szukanie odpowiedzi na pytania to nasza nauka. A co robi trzustka? Dlaczego pani doktor sprawdza moją wątrobę?
czy dzieci mają przestrzeń na pytania?
co odpowiadamy kiedy pytają?
"chm to ciekawe pytanie, a jak myślisz" , "nie wiem, może poszukamy w tej dużej książce"
no i uczymy się tego co nas zainteresuje i zgłębiamy (sama jestem zaskoczona jakie to wciągające)

Nie mówię, że szkoła jest be. Ale zaczynam lepiej rozumieć edukację domową i jej zalety.


kiedy domowa edukacja staje się koniecznością

Zosia chora :(
Nic to choroby są częścią naszego życia, więc są i już. Tylko jak przetrwać ten czas? Ile można czytać? Ile oglądać? Co zatem robić z marudzącym dzieckiem żeby nie zwariować. W naszym domu zapanował bałagan :( Nie mam siły sprzątać. Próbuję, ale im bardziej się staram tym bardziej jestem załamana ilością rzeczy do upchnięcia gdzieś.
Dziś wpadłam na pomysł pożytecznego spędzania czasu. Wyłączyłam Zosi telewizor. Wyciągnęłam nasze przyrodnicze filmy. Wiedza mojej córki mnie zaskoczyła. Przyznam, że trochę zainspirowała mnie edukacja domowa. Pomyślałam, że skoro niektóre dzieci w ogóle nie chodzą do szkoły i nie są głupsze to może moje dziecko też ... Przepisywanie zeszytów - może i ważne, ale co z tego wynika? Ano nic. Dlatego uruchamiamy edukację domową na czas przymusowego pozostania w domu. Szkoda, że mam tak mało wiedzy jak to się robi, ale spróbujemy. Oczywiście Zosia nie wie, że się uczy (to znaczy nie odczuwa wstrętu w czasie naszych rozmów). Tak jak wszyscy ma swoje mocne i słabe strony.Po mamie ma problem z geografią, ale! doskonale wie gdzie leży kraina o której ogląda film. Wtedy pamięta. Jeśli tylko kojarzy z przyrodą to nawet doskonale. Podoba mi się ta nasza zabawa w domową edukację. Szkoda, że muszę wrócić do pracy. Zapytałam nauczycieli jakie treści są ważne w tym co obecnie przerabiają i już wiem.
Mamy w planie jeszcze przyjrzeć się wszystkim układom w organizmie ludzkim. Tymczasem obejrzeliśmy serce i wątrobę i żołądek kury :)) dzieci były bardzo zainteresowane. Zosia z nudów zrobiła też zabawną prezentację o Francji. Co prawda tylko trzy slajdy, ale miała w tym sporo radości. Nie musiała tego robić. Chciała. Może pokuszę się o jakieś francuskie danie na sobotę?
Udało nam się też oglądać albumy z malarstwem. Baaardzo ciekawe również dla mnie.
To rzeczywiście jest możliwe. Pod warunkiem, że się nie pracuje i mniej sprząta, a gotowanie... no chyba, że naleśniki po francusku :)
Pozdrawiam wszystkich niezwykłych rodziców domowej edukacji. Zazdroszczę Wam.

niedziela dzień wolny od pracy dzieci

Nie będę się skarżyć na szkołę bo to już nudne w moim wydaniu. Czytam ciągle "Pod presją" i ... przeczytajcie koniecznie.
Tymczasem w minioną niedzielę wracając z kościoła myślałam o tym, że ja nie pracuję, ale moje dzieci gonię do lekcji :(
A Antek w drodze z kościoła zatrzymał się nad wielką kałużą i wrzucał do niej kamienie. Najpierw myślałam o tym co będzie za chwilę jak pochlapie mnie i siebie. Z każdym rzutem jednak widok wciągał mnie coraz bardziej. Bach kamień się zanurza. Fale się rozchodzą. Woda jest coraz bardziej mętna. Mamo teraz wezmę duuży kamień i uważaj bo ...
Dobrze się razem bawiliśmy.

nie strasz mamo

Podsłuchałam wczoraj w piaskownicy:
"co ty Michałku, mama żartowała nie odda cię nikomu, bo gdyby cię ktoś zabrał to bym bardzo płakała bo mama kocha... chyba, że jesteś niegrzeczny to wtedy mama cię nawet chętnie odda, bo jak jesteś niegrzeczny... itd"
Zastanawiam się dlaczego rodzice tak mówią? Nie chcę nikogo oceniać. Tylko żal mi tego dziecka, bo skąd ono ma wiedzieć co to znaczy. Mama mówi, więc może tak być. Przecież mama nie może kłamać. Skoro mówi, że odda to pewnie odda. Tylko komu? i kiedy to się stanie? czy ja jestem teraz grzeczny? kiedy ?

co to znaczy niegrzeczny? czy kiedy nie chcę jeść zupy? czy kiedy nie chcę wracać ze spaceru do domu? a może wtedy kiedy pobrudzę ręce? a może jak płaczę? a może...

zamiast tego: nigdy cię nie oddam bo jestem twoją mamą i kocham cię KROPKA
Strach przed utratą bliskiej osoby towarzyszy nam przez całe życie. Mówimy z Bartkiem dzieciom, że kochamy je nawet jak rozrabiają. Czasem jest mi przykro, kiedy któreś bardzo nabroi, ale nie zmienia to mojej miłości. Czy rodzice dzieci, które gdzieś się pogubiły w swoich decyzjach, w swoich wyborach... przestają je kochać? Nie. Serce im pęka, ale miłość trwa.

"jak nie zjesz obiadu to cię tutaj zostawię i sobie pójdę", "jak będziesz niegrzeczny to ta pani cię zabierze", "o tam stoi policjant jak się nie uspokoisz to przyjdzie i cię weźmie" itd

Niby niewinne żarty. Tylko czy dzieci się śmieją?



szkoła - bać się czy nie?


Ja się trochę boję. Tak już mam. Nie lubię kiedy mnie ktoś przepytuje, sprawdza, ocenia i stale kontroluje. Dlatego empatycznie odczuwam niepokój moich dzieci przed pójściem do szkoły. Ale przecież szkoła jest częścią życia naszych dzieci i tym samym nas samych. Dobrze jest więc ją oswoić. Tylko jak?
Jest kilka zaczarowanych sposobów. Np. przygotowanie do szkoły- wspólne zakupy i jakieś małe niespodzianki typu ładne pióro, czy wyjątkowo fajne naklejki na zeszyty.
Szkolne opowieści - pomagają poznać lepiej rzeczywistość szkolnych zmagań. Pamiętam jak ciocia Kasia zamknęła swoją panią w klasie a był to czas kiedy nie było jeszcze telefonów komórkowych w powszechnym użyciu :))
Po co opowiadać takie rzeczy? Ano po to by dziecko wiedziało, że wszyscy przez szkołę przechodzą i raz jest super a czasem mniej super, ale przecież i tak fajnie bo są koledzy i koleżanki.
Plan lekcji!! - najlepiej duży i w widocznym miejscu. Tak by dzieciak mógł sobie spokojnie przeczytać co też go czeka w najbliższym dniu.
Tablica na różne karteluszki, które nauczyciele chętnie dzieciom dają (a te lubią się gubić), a tak wisi sobie taka kartka z wierszykiem na tablicy i czeka na swój dzień.
Notesik - koniecznie ładny :) i oczywiście praktyczny (czyli nie za duży i nie za mały i w miękkich okładkach żeby nie dokładać zbędnego noszenia dziecku), notesik na zapiski też jest ważny.
Staramy się nie mówić głośno przy dzieciach źle o szkole, a raczej pokazywać to co jest dobre, ciekawe i cenne. Czasem dzieci patrzą na świat naszymi oczami.
Szkoła.... to taka szkoła życia... czasem jest sprawiedliwa ocena a czasem nie- jak w życiu, czasem jest fajnie a czasem... gorszy dzień... czasem spotkanie z kolegami jest udane a czasem...
jak w życiu
Dlatego też wieczorem w naszej rodzinnej modlitwie pamiętamy o nauczycielach i całej tej szkolnej gonitwie i o tym byśmy nie zapomnieli o tym co w życiu ważne.
Jak zapamiętają szkołę nasze dzieci? Jak my ją wspominamy? Co pamięta się ze szkolnych lat?

praca domowa... czy dużo to dobrze?

Miałam napisać tyt.: szkoła zabija naszą rodzinę, ale trochę za ostro.
Jak wygląda dzień w naszej rodzinie? Otóż dzieci idą (jadą- zawozimy je autem) do szkoły na godzinę 8.00 a wracają około 15.30 , czasem trochę wcześniej. Oczywiście znowu samochodem i zwykle w korku :( Czas w samochodzie nie jest naszym czasem rodzinnym bo trzeba skupić się na drodze i pytanie dzieci o różne rzeczy, kiedy nie możemy popatrzeć sobie w oczy jest bez sensu. W domu jakiś obiad i chwila przerwy. Potem już do wieczora odrabianie prac domowych. Oczywiście z przerwami bo inaczej się nie da. Na dzień dzisiejszy jednak do samego wieczora odrabiamy wspólnie lekcje. Jestem tym faktem załamana. Zniknęły z naszego życia takie punkty jak: granie w gry planszowe wieczorem z tatą (pasja taty i nie tylko), wspólne oglądanie filmów, wspólne czytanie książek, długie kolacje i rozmowy, czasem brakuje sił na wspólną modlitwę :(
Dlaczego tak się dzieje? Co jest nie tak? Jak jest w innych stronach świata? Czy dzieci na całym świecie spędzają tyle czasu przy biurku?
W tym roku zapisałam dzieci na zajęcia teatralne w domu kultury, który mieści się w pobliskim parku. Zmusza nas to do spaceru, czasem jazdy na rowerze. Szkoda tylko, że zaraz po zajęciach prawie biegniemy, bo trzeba zrobić lekcje.
Ktoś powiedział, że podczas odrabiania z dzieckiem lekcji buduje więzi... my znamy inne sposoby i płakać mi się chce, że szkoła nam to zabiera. Nie neguję zadawania prac domowych, ale czuję, że więcej na tym tracimy niż zyskujemy :( tracimy coś, czego nie da się kupić, coś czego nie da się odzyskać
ot tak smutno mi zwyczajnie
i z ogromną radością patrzę na Stacha i dziękuję Bogu, że nie musi iść jeszcze do szkoły :)
a mój apel do nauczycieli: Drodzy Nauczyciele, więcej nie znaczy lepiej. Pozwólcie nam czasem pobyć z dzieckiem tak zwyczajnie. Może czasem wyjechać na weekend (bez plecaka z zadaniami).

Pomóż mi uwierzyć w siebie

Ponieważ nie jestem idealną mamą (ponoć to dobrze). Jestem za to świadoma wielu błędów (też dobrze). Dziś o jednym z nich.
"Mamo, czy dobrze to zrobiłam?" - tak, tylko troszkę poprawię - odpowiadam często dzieciom.
Niby nic takiego, ale spróbujmy się temu przyjrzeć. Rośnie potem taki mały człowiek ze świadomością, że wszystko co robi ktoś musi poprawić bo sam robi niby dobrze ale... No właśnie. Czy robię coś dobrze? Jeśli tak to dlaczego stale muszą po mnie poprawiać? Niby drobiazgi, ale ciągnie się to potem całe życie.
Ja osobiście sama zmagam się z takim uczuciem. Rzadko jestem pewna, że coś zrobiłam naprawdę dobrze. Stale potrzebuję potwierdzenia. Najlepiej sprawdzenia.

Co robić? Jak dać dziecku poczucie, że potrafi samo coś zrobić? Drobiazgi! Nalewa wodę do kubka- zanim przechwycę dzbanek by to zrobić lepiej (bo przecież dorośli zawsze robią lepiej) mogę odwrócić się i dać mu szansę. NIE POPRAWIAJ MNIE MAMO! Napiszę sobie taką karteczkę i powieszę w kilku miejscach. Jeśli już koniecznie muszę to zrobić to lepiej żeby tego nie widział. Może niech sam poprawi, ale niech wie, że potrafi! Słowa klucze to: dasz radę, świetnie sobie z tym poradziłeś, spróbuj wstać będzie ci łatwiej, ale poradzisz sobie, jesteś sprytny, masz talent do gotowania, ... albo zwyczajnie: spróbuj sam to zrobić :)

jak to widzą dzieci

"Kłótnia z dorosłym jest jak walka człowieka z mrówką."

Powiedział dziś mój syn. Ot co.

Oczywiście zapisałam od razu by nie zapomnieć i przemyśleć sobie moje ostatnie zachowanie.

dlaczego dzieci narzekają?

Taki oto znak spotkaliśmy na wakacjach. Od razu pomyślałam, ze zrobimy sobie z Bartkiem takie koszulki i będziemy zakładać na wycieczki rodzinne :)

Jak zwykle pomyślałam o tym ,jak to dzieci narzekają. Tymczasem dziecko ma przecież prawo trochę pomarudzić. Może warto zatem pomyśleć o sobie. Czy ja narzekam? oj tak :(

Jednym słowem wychowanie warto zacząć od siebie. przychodzę do domu i narzekam na pracę. Przychodzę ze sklepu i narzekam na sklep. Przychodzę do domu i...już nie dziwię się, że moje dziecko narzeka na szkołę.

...by była dobrym człowiekiem

Rozmawiałam ostatnio z jedną mamą. O szkole, przedszkolu i innych matczynych troskach. Gdzieś między tym wszystkim padło: "mój mąż mawia: najważniejsze by wyrosła na dobrego człowieka". Niby nic, niby wiadomo, każdy tego chce, ale nie mogę przestać o tym myśleć. Rzeczy najprostsze zwykle najważniejsze, ale trzeba o tym mówić.
Nie musi być najlepsza z matematyki, nie musi wygrać konkursu recytatorskiego, nie musi być naj... ważne by była dobrym człowiekiem... Ja mawiam: by nasze dzieci były szczęśliwe,ale to jednak nie to samo. Być szczęśliwym to żyć tak by było mi dobrze, a być dobrym to... żyć tak... No właśnie.

Jakie serce ma moje dziecko? Czy będzie dobrym człowiekiem?



nie lubi kiedy czegoś nie zna

Zapowiedziałam dziś dzieciom wieczorne spotkanie: "Spotkanie z obrazem". Antek natychmiast się zdenerwował. Bo co to właściwie ma być? Zosia od razu wyjaśnia "mamo, wiesz Antek nie lubi rzeczy, których nie zna ".
Proste.

Doświadczyłam tego za każdym razem kiedy byłam w szpitalu. Ogromny lęk przed tym czego nie znam. Nie tylko lęk dziecka, ale mój również. Dlatego jestem wielbicielem dziecięcej zabawy. Bo w niej można bezpiecznie wszystko przećwiczyć, nawet zakładanie gipsu :)

Pewnie już o tym pisałam, ale dziś znowu to odkryłam. Czasem zamiast zapowiadać ... może warto zaproponować? Szczególnie jeśli to brzmi dziwnie i nie jest jeszcze oswojoną nazwą?

poniedziałek, 12 stycznia 2015

tajna fajna misja czyli eksperymenty dla przedszkolaków


Chodź Staś zrobimy tajną misję - powiedziała Zosia i ... nalała do słoika wodę, potem wrzuciła do wody szyszkę. Obserwowali słoik kilka dni. Potem słoików było więcej :) Tak się zaczęła nowa zabawa Stasia. Słowo tajna zamienił na fajna i co jakiś czas prosi " Zosiu zrób mi fajną misję...".
Najważniejsze by nie było zbyt skomplikowane by młody badacz sam mógł przeprowadzić eksperyment.

W zasadzie fajną misją może być wszystko, grunt to wyobraźnia. 
Powyżej konstrukcja z ciastoliny i rurek. Może to las? Albo jakiś pojazd? A może układ nerwowy? Nie wiem, ale z pewnością jest to poważny projekt badawczy i nie wolno zbyt mocno ingerować, tylko pozwolić naukowcom na prowadzenie badań. Do moich zadań należy zwykle dostarczenie odpowiednich materiałów, lub dopuszczenie badaczy do kuchennych (i nie tylko kuchennych) szafek.

Autorka Tajnej fajnej misji obiecała podzielić się pomysłami więc pewnie wkrótce coś jeszcze się pokaże.

piątek, 9 stycznia 2015

co robimy z miesięczną Anną

Zabieramy się do pracy. Czas mija szybko. Mała Anna potrzebuje wsparcia. Pewnie jak wiele innych dzieci, których rozwój może przebiegać z opóźnieniem. Dostaliśmy matę i sobie leżymy.
Na szczęście rodzeństwo ma dużo pomysłów jak tu namówić Annę do ćwiczeń :)
Właściwie co można robić z maluchem, który ma ledwo miesiąc? Co robimy?

Czytamy rymowane wierszyki (trudno jest uwierzyć w sens takiego czytania bo co ona może mieć z słuchania Tuwima?, ale ponoć trzeba). Kiedy czytamy słuchają wszyscy, chcąc nie chcąc.

Nosimy na rękach - ile się da. Nikt mi nie wmówi, że to źle. Nosiliśmy pozostałych wiec jej też się należy :) Poza tym tak cudnie jest z nią tańczyć.

Dajemy nosić wszystkim, którzy nas odwiedzają :)

No i dotykamy i masujemy i uśmiechamy się.

Pokazujemy czarno białe karty - też wygląda to dziwnie ale rzeczywiście patrzy nieźle.

Mamy jedną piosenkę na kąpiel, którą śpiewa mama. Mamy też jedną płytę na poranek - zawsze tę samą (chyba że złośliwe rodzeństwo wyłączy).

Wystawiamy się na balkon lub taras jak się da.

Generalnie życie toczy się wokół karmienia i przewijania, pozostałe rzeczy są dodatkiem. Ale ważnym i pilnujemy by się działy.

Pozdrawiamy wszystkich którzy martwią się o nas. Jest naprawdę nieźle. Pewnie największe wyzwania jeszcze przed nami.