poniedziałek, 27 sierpnia 2012

wstyd ... matka nie radzi sobie z własnym dzieckiem

Gdyby mi ktoś opowiedział to bym nie uwierzyła, mój własny syn leżący w sklepie, wijący się na brudnej podłodze... jego matka (ja ) bezskutecznie próbująca przekonać go do powstania... i ludzie zerkający na mnie ...
potem Stach biegnący przed siebie bez reakcji na wołanie ... świetnie się bawi .. gorzej ze mną

oj to było nieprzyjemne

właściwie zdarzyło się to pierwszy raz, ale ...

Staś wstań... leży
chodź poszukamy taty...leży

próba podniesienia jedną wolną ręką bo w drugiej oliwa ...:( i ciągnę po podłodze mojego syna w kierunku kasy
a tam: " LIZIAKA!!!!"

O NIE! nie ma lizaka! nie dziś

Nie sądzę, że cokolwiek zrozumiał, ale  z pewnością nauczył się, że czasami nie ma lizaka (jak się było całe wakacje na wsi a w sklepie zawsze dostawało lizaka to...)

no nic na szczęście on nie ma jeszcze dwóch lat, zawsze mogę go wziąć na ręce i wynieść ze sklepu

ale co zrobić kiedy 12 latka mówi: nie chcę tam iść (lekarz) i co? nie pójdę i już!

och to już poważniejsza sprawa na inny post :)

środa, 15 sierpnia 2012

moje pytania

Dzień powszedni bywa trudny w każdej rodzinie. Choć trafiły nam się grzeczne dzieci to i tak są takie dni kiedy wszyscy mamy dość. I nie mam na myśli tylko rodziców. Nie zawsze się udaje, czasem kładziemy się spać z poczuciem porażki. Czegoś zabrakło. Czasem dość szybko widzimy, że nasza reakcja była pod wpływem emocji, czasem jesteśmy niesprawiedliwi, czasem nam się nie chce, czasem mamy zły dzień i czasem się ranimy...Tak jak wielu innych rodziców pragniemy by nasze dzieci wyrosły na szczęśliwych dobrych ludzi. Tylko, jak to zrobić? Jak pomóc im dorosnąć? Jak przeżyć czas ich dorastania i nie mieć poczucia, że nasze życie to nieustający stres lub walka? Gdzie jest granica pomiędzy potrzebami rodzica a potrzebami dzieci? Czy dobry rodzic to taki, który całe swoje życie poświęca dla dzieci? Czy można być dobrym rodzicem i nie rezygnować z siebie? Jest tyle pytań, które co jakiś czas pojawiają się w naszych głowach. Czasem życie pędzi jak szalony pociąg i nie czasu na to by usłyszeć w sobie nawet pytanie co dopiero odpowiedź. Za szybko. Potrzebujemy czasu by zastanowić się nad tym gdzie pędzi ten nasz pociąg pełen pasażerów? Jak się czują pasażerowie? Jak wyglądają relacje pomiędzy pasażerami?  Co będzie jutro? Albo raczej jak jest dziś i co warto zmienić?

sobota, 11 sierpnia 2012

dzieci w aucie ...

dzieci w aucie to ... ciężka przeprawa dla prowadzącego samochód kierowcy. Nie ma lekko. Kłótnie, przepychanki, marudzenie, chyba choroba lokomocyjna to najlżejszy stan z tego co się tam dzieje. Mam dość zwykle już na pierwszych 10 kilometrach. To nic, ze mamy swoje samochodowe piosenki, które uwielbiamy śpiewać, gry słowne w które gramy, żarty i wiele innych pomysłów, czasami mam ochotę zatrzymać samochód i wyrzucić jedno na 15 minut żeby się uspokoić. Wyrozumiały pan policjant nie dał mi ostatnio mandatu, mimo, że zasłużyłam. Popatrzył na tył mojego samochodu i moją minę i chyba wiedział, że nie było mi łatwo.
Wakacje są cudowne, ale ta droga...a jutro znowu wyjazd...
Może trzeba powiedzieć otwarcie nasze dzieci są ... niespokojne w samochodzie ? :)) 
i nie wiem co będzie jutro
na wszelki wypadek zapakowałam audiobooki i kilka śpiewników, a może... jak przejadą 100 km bez kłótni... to dostaną nagrodę? Już widzę miny niektórych czytelników (manipulacja nagrodą )
Owszem owszem, ale jak skuteczna to chyba spróbuję bo w przeciwnym razie ktoś pojedzie pociągiem, a jak nie nagroda to może mała konsekwencja - zamiast kary ma się rozumieć. Czyli ja będę jeść loda po 100 km a oni niech patrzą.  :)
No dobrze spróbujemy z tymi piosenkami i opowieściami z dzieciństwa to zawsze działa. Swoją drogą ciekawa jestem jakie piosenki śpiewacie w aucie? My często oprócz Wojenko wojenko to jeszcze Czarny chleb...