niedziela, 28 czerwca 2015

upominaj i chwal ale z głową

Chwalić dziecko trzeba, ale nie przy innych dzieciach bo...
Jeśli tylko zapomnę o tej zasadzie od razu słyszę "a ja?"

Jeśli ganię jedno dziecko w obecności innych to poniżam :(

Dlatego mądry rodzicu weź dziecko na bok i powiedz mu jak to jesteś pod wrażeniem tego i tego...
I weź dziecko na bok (nie w tym samym czasie) i powiedz, że dobrze byłoby to i to przemyśleć bo ...


To taka mądrość, której nauczyłam się na kursie w szkole rodziców. Unikamy dzięki temu porównywania dzieci. A przecież wiadomo do czego prowadzi porównywanie.

Mądrze chwalić jest sztuką,  której nieustannie się uczę. Dzieci i tak mają w jakiś sposób wdrukowane porównywanie się, lepiej tego nie podsycać bo przecież przed nimi cała dorosłość. Porównywanie się do innych jest zawsze złe, bo albo mówi "jestem lepszy..." albo "jestem gorszy..." i jedno i drugie jest destrukcyjne.

ale o tym innym razem :)

Tymczasem Staś w piaskownicy pyta: "Kto zrobił lepiej ja czy Ola. Kto jest fajniejszy?" No Stasiu ty jesteś fajny chłopiec a Ola to fajna dziewczynka.
"A razem jesteśmy fajni... to dobrze"



piątek, 19 czerwca 2015

fotowięzi ?

robienie zdjęć dzieciom jest nie tylko sposobem zatrzymywania czasu, ale...

budowaniem więzi

kiedy rodzic robi zdjęcie dziecku zwykle zachwyca się swoim obiektem, podziwia, jest pod wrażeniem każdego uśmiechu, każdej miny, każdego gestu...
ten sposób patrzenia na dziecko jest mu bardzo potrzebny

to takie mówienie kocham cię

a jak czuje się dziecko, które jest fotografowane? jestem piękna, podobam się mamie, tacie
oni mnie kochają

Coś magicznego dzieje się pomiędzy dzieckiem a rodzicem

niby taka zwykła fotka, ale ile w tym budowania relacji

 no i jak zwykle każda skrajność jest zła

i ten rodzic, który patrzy na dziecko tylko przez obiektyw a umyka mu ta chwila, w której trzeba o prostu wziąć piłkę i razem zagrać

i ten rodzic, który w ogóle nie uznaje zdjęć...

a przecież najważniejsze jest jednak nie to jak perfekcyjne mamy fotografie naszych pociech, ale ile w tym naszej miłości



środa, 17 czerwca 2015

pech czy przygoda?

Czasem jest tak, że życie nas nie oszczędza. Czasem jest tak, że mamy wrażenie, że ciąg zdarzeń jest naprawdę trudny.

Pojechałam do córki do szpitala i zepsuł mi się samochód :(

pech!

Moja 14 letnia córka jednak po krótkim namyśle stwierdziła: pomyśl mamuś ile ty masz przygód :)

no tak przygoda za przygodą tak już od jakiegoś czasu t nawet jedna grubsza na tydzień a te mniejsze dodatkowo ale...

Poszłam na poszukiwanie mechanika z myślą, że przydarzyła mi się przygoda. Wszystko nabrało innych barw, widziałam po drodze ciekawe miejsca, musiałam zaczepić kilka osób pytając o drogę i przy okazji przekonałam się, że są na świecie uprzejmi ludzie :) nauczyłam się co nieco o samochodach. Wiem już gdzie jaki płyn się wlewa i jak to zrobić. No i co najważniejsze szczęśliwie wróciłam do domu. Nie obarczyłam męża winą za moją przygodę bo w końcu przygody są po to by jej dobrze przeżyć i moc się nimi chwalić. Więc pochwaliłam się jaka to jestem dzielna.

Nie mogę jednak przestać myśleć o tym jak dobre nazwanie rzeczy może zmienić nasze nastawienie.

 Kiedy Antek był mały mówiliśmy, że zdobył medal odwagi, czyli stłukł kolano.

Spróbuję dziś zaczarować swój świat, pięknie nazwać to co czasem bywa trudne. Zamiast narzekać na ból pleców powiem, że moje plecy domagają się ruchu, a moja głowa ... kawy :)


 bo wszystko jest drogą, czasem trudną, ale drogą po której przyszło nam iść

może ta trudna droga pełna przygód jest ostatecznie w jakiś sposób bogatsza? tak jak w górach?