niedziela, 24 czerwca 2012

kiedy dziecko staje się najważniejsze

Widzę czasem rodziców z dzieckiem na placu zabaw. Mama wpatrzona w dziecko, nie widzi świata poza nim. Jest tak skoncentrowana na jego potrzebach, że odczytuje każdy najmniejszy nawet sygnał. Dzieciak wie, że jest ważny, wykorzystuje ten fakt. Mamooooo chce mi się pić! Teraz! Chcę na huśtawkę! Teraz!
Potem tata, też wpatrzony w dziecko. Cudowny ojciec, gra z dzieckiem w piłkę, wyciera mu nos, poklepuje po ramieniu. Będzie z mojego syna niezły piłkarz, mój syn, moja duma, cały ojciec...
Tak się wpatrzyli w to dziecko, że stracili z oczu siebie nawzajem. Kiedy zwracają się do siebie to zwykle po to by powiedzieć: daj małemu pić, idź za nim, nie widzisz, że mu leci z nosa?
Potem jest coraz gorzej bo rozmowy toczą się tyko o tym, kto odwiezie dziecko do szkoły, a kto zawiezie na balet...

Są też komentarze na boku: niech się trochę zajmie dzieckiem, no niech zobaczy jak to jest. Idź do tatusia! Idź do mamy...
Tak mąż stał się tatusiem, a żona mamusią.

Niby nic takiego bo przecież to normalne w końcu są rodzicami, a dziecko najważniejsze, bo takie małe i bezbronne.
Tylko, czy aby na pewno taki układ wytrzyma próbę czasu? Czy taka relacja przetrwa?
Czy dzieci tego chcą? Czy dzieci widzą jak mama szanuje i kocha swojego męża, jaki tata jest zakochany w mamie? Antek dał tacie laurkę na dzień ojca i napisał na niej: fajnie, ze mamę wybrałeś :)
Ale musiało minąć kilkanaście lat naszego małżeństwa. Bo nie było tak różowo. Można tak się zapatrzeć w dziecko, że ...
Sama popełniłam ten błąd i poszłam ślepą uliczką bo dzieci stały się moim światem. Trochę nas kosztował ten błąd. Teraz wiem, że dzieci są ważne, ale ... najpierw jest mój mąż. Bo on jest miłością mojego życia, potem są dzieci, które kocham nad życie, ale nic nie zmieni faktu, że kiedyś pójdą w świat. Czasem trzeba wrócić do tej miłości, bez której ... nie byłoby naszego małżeństwa.


niedziela, 10 czerwca 2012

kiedy rodzeństwo bywa trudne

"Zrób z nim coś bo dłużej nie wytrzymam"
znają to pewnie wszyscy rodzice, którzy mają więcej niż jedno dziecko.
Dlaczego są takie chwile, w których nasze dzieci są jak anioły a są takie w których... jest ciężko :)

Bo każdy z nich walczy o swój teren, o siebie. Dlatego gdyby rodzeństwo w ogóle się nie kłóciło ... byłoby to mocno podejrzane. A tak... mamy od czasu do czasu ciekawie.
Co robić?
U nas w domu panuje zasada: nie wolno się bić. Kłócić się można, ale bicie jest zabronione.  Trzeba próbować używać "komunikatu ja". Zwykle wychodzą z tego różne śmieszne rzeczy, ale czasem  działa. Np.:
"Kiedy bierzesz moją komórkę bez pytania jestem wściekła  i mam ochotę cię walnąć. " To nie moje dziecko, ale też mamy podobnie. Albo: "jestem wściekła kiedy bierzesz moją komórkę bez pytania i na przyszłość zawsze pytaj.  (tak lepiej)" Czasem krzyczę z kuchni: powiedz to w komunikacie ja.
I słyszę jak nabiera powietrza i próbuje. Kiedy trzeba trochę pomyśleć co powiedzieć to może mniej ranimy siebie nawzajem. Antek powiedział ostatnio: "w szkole trzeba znać różne twarde słowa żeby się nimi czasem bronić, ale też trzeba mieć ochronę przed sercem, żeby te słowa, które mówią inni nie raniły serca." Dlatego właśnie, żeby mniej się ranić warto nauczyć dzieci i siebie sposobu mówienia o tym co czujemy.
Mówienie o tym co czujemy zawsze działa. Pewnie, że to niełatwe, ale warto próbować.
"Bardzo mnie denerwuje kiedy kopiesz w stół trzęsie mi się herbata i  wolałabym żebyś trzymał nogi na podłodze."- choć zwykle mówię:" Nie kop w stół !!!" (to też działa ale krócej.)
Ale jak mi się uda powiedzieć to w "komunikacie ja"  działa zdecydowanie dłużej.
Jednym słowem dobra komunikacja to podstawa sukcesu, stąd tak w skrócie o "komunikacie ja".

Miało być o rodzeństwie. Co pomaga przetrwać te trudne chwile?
Działa wspólna praca! Najlepiej zadanie. Może na początek warto przy tym być, a potem stopniowo dać szansę na samodzielne zakończenie zadania. Bywa i tak, że wspólna praca nie ma szans na powodzenie bo emocje są takie, że może się to skończyć jeszcze większą awanturą.  Inne warianty to:
Wysłuchanie- "to rzeczywiście trudne, czasem ciężko jest się dogadać..." bo przecież tak jest.
Zmiana aktywności- obejrzyjmy wspólnie film, chodźmy na spacer,
Zmiana tematu - pewnie nie jest to najlepsze rozwiązanie ale u nas czasem działa. Kłócą się zajadle to kto zaczął się kłócić (tak też bywa) i wtedy warto wrzucić jakiś temat. np. a wiecie, że jest nowy film w kinie? Widziałam zapowiedź. Widzieliście? Dlaczego czasem uciekam się do tego sposobu, który dla wielu wyda się podejrzany. Dlatego, że kiedy ja mam kiepski dzień i nie mogę się pozbierać to pogadanie na inny temat dobrze mi robi.
Muzyka - włączenie ulubionej płyty :) bo muzyka łagodzi obyczaje, wiem wiem, czasem kłócą się tak głośno, ze nie słychać radia. My mamy duże głośniki.
Pomysł - ja mówię: mam pomysł!!! i korzystając z chwili zaskoczenia szybko próbuję coś wymyślić np. w lodówce są lody (dobre na schłodzenie podgrzanej atmosfery), robimy generalne porządki, albo zupełny absurd w stylu: wyprowadzamy się do Warszawy. To ostatnie to też pomysł, który się sprawdza czyli:
Humor - humor to doskonałe narzędzie wychowawcze. Czasem śpiewam tak jak Król Ból (Bajka Grajka) "Zwariuję i stanę na głowie zjem berło i zacznę kicać..." albo inne głupie teksty. Zdarzyło mi się też włożyć na rękę pacynkę i udawać podsłuchiwanie rozmowy.
Oczywiście to są tylko sposoby na zaradzenie trudnej sytuacji. Warto pewnie też przyjrzeć się temu co się dzieje. Czy jest to zwykłą kłótnia o coś tam czy może konflikt, który narasta już od jakiegoś czasu? Czy może jest coś co powinno nas zaniepokoić? A może kłótnie dzieci są zwierciadłem tego co dzieje się w naszym małżeństwie? Jeśli powody są poważne to też sposoby powinny być inne. Te o których piszę to tylko pomysły na zwyczajne codzienne kłótnie o to gdzie ma leżeć czyj plecak.
Nie wiem co działa u Was. Wiem za to na pewno, że się kochają. Kiedy nie ma jednego drugie tęskni i nie może spać. Wiem, że skoczyliby za sobą w ogień.
Kiedy byli młodsi bardzo dużo czasu poświeciliśmy na organizowanie wspólnej zabawy i pewnie to też w jakiś sposób procentuje. Bo potrafią się porozumieć, ale to nie znaczy, że nie ma kłótni.

niedziela, 3 czerwca 2012

sztuka rozmawiania

Pewnie już o tym pisałam, jednak  im starsze są nasze dzieci tym mocniej dostrzegam ten aspekt 
Czym zatem jest rozmowa?
Czy trzeba jej się uczyć, czy może jest naszą naturalną umiejętnością?
Czy warto ćwiczyć umiejętność prowadzenia konwersacji?
Sądzę, że warto.
Ćwiczyć by nie wyjść z wprawy :)  potem nie czuć się dziwnie w pokoju nastolatki bo ... o o czym tu rozmawiać i jak skoro do tej pory nasze rozmowy dotyczyły tylko wymiany informacji na temat tego Kto i co ma zrobić?
Rozmowa to coś więcej niż wymiana informacji, rozmowa ma swój temat i łączy się z wieloma innymi czynnikami.
Rozmowa zwykle toczy się wokół tematu. ,Bywa że tematów jest wiele, a czasem... trzeba ich poszukać. Dlatego dobrze iść razem do kina bo można porozmawiać o filmie. Można przeglądnąć wspólnie gazetę. Temat. Dlaczego jest potrzebny? Bo1 rozmowa dziecka z rodzicem przypomina czasem odpytywanie. Jak było w szkole? Dobrze? a stopnie jakieś były? Były? A dobre? A pani pytała? a jadłeś obiad? itd
Rozmowa? Nie wiem.
Ja też czasem jestem odpytywaczem bo tak łatwiej, kiedy się staram to zaczynam od opowiadania o swoim dniu. Czasem jestem  wieczorem w pokoju z dziećmi i jakoś tak same zaczynają mówić. Czasem przez kilka dni nie wiem co się dzieje w szkole ... i wtedy mam takie światełko w głowie: czy rozmawialiśmy?
są "zabójcy rozmów" np. telefon komórkowy, który odzywa się i przypomina sms o czymś tam, samochód i rozmowa kierowcy z dzieckiem siedzącym z tyłu (kontakt wzrokowy w lusterku :)))
pośpiech (dzieci czują), brak prawdziwego zainteresowania
są też takie "rzeczy", które pomagają np. czas (mam dla ciebie czas i nie zadzwoni mi teraz telefon), miejsce (a może zróbmy sobie przystanek w drodze ze szkoły i zjedzmy lody?), postawa dobrego słuchacza (to co mówisz jest dla mnie ważne).

Łapię się na tym, że nie jestem dobrym rozmówcą, dlatego potrzebuję ćwiczeń :)
Zbyt szybko chcę usłyszę informację, nie umiem czekać, nie daję czasu, chcę już wiedzieć i iść dalej a rozmowa potrzebuje czasu

Uczę się bo dzieci rosną i potrzebują rozmawiania, o rzeczach ważnych i nieważnych... jeśli nie będziemy z nimi rozmawiać, kto to zrobi?
Może tak piętnaście minut dziennie dla każdego osobno? Mało? Sprawdzę jak działa i na pewno powiem.