czwartek, 10 grudnia 2015

złość jak zaraza

Jechaliśmy samochodem ja i cała czwórka. W aucie wiadomo jak jest. Przestrzeń zamknięta i ciasna dla takiej ilości ludzi. Żeby nie zwariować, opowiadam zwykle coś, albo śpiewam. Czasem jest wesoło, czasem bardzo wesoło, a czasem... mam ochotę zatrzymać auto, wyrzucić dzieci i bardzo głośno krzyczeć a potem każdemu dać klapsa. No ale czasy są jakie są :) klapsy to zło, krzyk też niszczy delikatną psychikę dzieci. Pozostaje zagryźć zęby żeby nikogo nie zabić i jechać dalej... albo...

A było tak. Jedziemy spokojnie, nagle pasażerka z przodu krzyczy, że pasażer z tyłu jest niezapięty i należy to szybko zrobić bo przecież niebezpiecznie i że ten pasażer drugi z tyłu ma zapiąć młodszego brata a ten drugi krzyczy, że ten pierwszy niech się zapnie sam. A ja właśnie na skrzyżowaniu, muszę kontrolować auta z każdej strony i lusterka i jeszcze moje dzieci, bo zaczyna robić się ostro. No to krzyczę, spokój bo nie wytrzymam... nie pomaga. Mały krzyczy, że sam się zapnie, ale nie dziś, duży szarpie pas i krzyczy na małego, siostra z przodu krzyczy na dużego że powinien, ja krzyczę na dużą żeby przestała i ....

Zjechałam na poboczę...Zatrzymałam samochód, mrucząc pod nosem wysiadłam, zapięłam małego w pasy z tyłu, nabrałam powietrza trzy razy. Wsiadłam. Cisza.

Po chwili postanowiłam wrócić jednak do sytuacji. Pokazać mechanizm domina dzieciom. Wystarczy, że jedna osoba się zdenerwuje a potem kolejna i kolejna i kolejna. Podobnie jest z radością.

Wniosek: zarażajmy się radością :)
a co ze złością? ano jak przyszła niech idzie,  nie łykamy tej zarazy.

środa, 18 listopada 2015

Wolność w rodzinie

Dzieci rosną.
Wszystko się zmienia.
Już nie jeździmy razem wszędzie, bo młody człowiek może mieć inne plany i inne zdanie...
Może i ma prawo myśleć inaczej.

Najciekawiej jest na spacerach, każdy chce iść w innym kierunku, tylko my z Bartkiem jakoś tak jednomyślnie idziemy przed siebie, bo sama droga sprawia nam dużo radości. Oni chcą poznawać, zwiedzać, odkrywać, my iść...

Ale to tylko drobiazgi.

Bardziej mnie zastanawia myśl czy rodzice nie zatracają gdzieś siebie w tej drodze z dziećmi. Bo brakuje im czasu na swoje pasje, bo dzieci potrzebują...

Ja chyba trochę zatraciłam. Widzę to i jest we mnie bunt. Jest jednak we mnie przestrzeń na wolność. Muszę jej dać głos. Jest tęsknota.

Bo żeby iść trzeba być wolnym, nie dojdzie daleko ten, który idzie bo musi.

Nie muszę iść, ale chcę..., chcę biec z moimi dziećmi, chcę poczuć zapach wiatru, chcę zrobić zdjęcie tęczy o poranku, chcę śpiewać i tańczyć, chcę i mogę bo jest we mnie ta mała przestrzeń, która woła by to zrobić :)
a czasem chcę pobiec sama przed siebie  i mogę bo jest we mnie taka tęsknota...

Jeśli pojawiają się w Tobie takie myśli, jeśli chcesz sie pochylić nad tym tematem zapraszam gorąco.
Więcej informacji poniżej

http://www.cresco.edu.pl/

wtorek, 10 listopada 2015

jak to z rodzeństwem bywa

Mieć brata fajnie, ale... Zdarza się, że ten ukochany brat czasem ściśnie mocniej, albo gdzieś tak mu ta ręka poleci i niechcący trafi w małą głowę...

No ale cóż. Najważniejsze to jednak budować dobre relacje. Budowanie dobrych relacji zaczyna się od budowania w małżeństwie :) dzieci patrzą i dobrze widzą. Widzą i słyszą jak rodzice się do siebie zwracają jak rozwiązują konflikty. Nie  ma co udawać, że konfliktów nie ma bo są. Lepiej je przeżyć niż schować.

ale wracając do dzieci

Stasiu uderzyłeś Anię?
 "NIe chcę o tym mówić!!!!"
Ta Ania to trochę fajna, ale czasem lepiej żeby jej nie było co?
TAAAAK 
Bo czasem mama się nią dużo zajmuje...
TAAAAK
i wtedy człowiekowi robi się smutno bo mysli, że mama go nie kocha
TAAAK (i tu już szloch)
A może Ty chcesz żeby Cię przytulić?
TAK bo ja się boję, że Ty mnie już nie kochasz...
A pamiętam jak się urodziłeś, jaki byłeś malutki i jak Cię nosiłam i karmiłam i jak jeździłeś w wózeczku...

no a co z poszkodowanym? teraz jest czas na to by o tym porozmawiać. Wiesz, że Anię to bolało? Co możesz zrobić?co chcesz dla niej zrobić?

Chcę ją przytulić...

No i takie to nasze rozmowy bywają. Właściwie gdyby spojrzeć na to bez szukania tego coś  się kryje pod zachowaniem, można by śmiało ukarać Stasia za konkretny czyn porządnego stuknięcia Anki. Ale co by nam to dało?

Popatrzmy
Stasiu ponieważ walnąłeś Anię grzechotką w głowę za karę idziesz do swojego pokoju i masz ją przeprosić teraz natychmiast!!! Jesteś bardzo niegrzecznym chłopcem i nie mam ochoty z Tobą się bawić.

Stasiu myśli "nienawidzę Anki, nienawidzę mamy, wszyscy mi dokuczają.... a jak nikt nie będzie widział to jej ścisnę rękę i dopiero poczuje...



Nie pisałabym o tym gdybym nie przeżyła tego z nimi wczoraj. W pierwszym odruchu miałam ochotę zamknąć go gdzieś o nie oglądać przez godzinę, bo Ania bardzo płakała, ale na szczęście w porę się opamiętałam.

Ale przecież nie zawsze się udaje. Co wtedy, ano trzeba iść za tym dzieckiem i wysilić się mocno by jednak porozmawiać o potrzebach.

Pod każdym zachowaniem dziecka coś się kryje :) i szukanie tego to największe zadanie.






piątek, 4 września 2015

szkoła rodziców


Uwaga ruszamy z kolejną edycją Szkoły dla Rodziców i Wychowawców. Wersja dla zapracowanych.
Zapraszam gorąco. Będę tam. Każdy dzień przynosi nowe wyzwania. Każdego dnia dokonuje się tak wiele w naszych relacjach rodzinnych. Tyle się dzieje, że pęka głowa :) Potrzebuję tej szkoły. Wierzę, że to naprawdę dobry kurs, bo pamiętam jak wiele się u nas zmieniło kiedy go zrobiliśmy razem z mężem. Mieliśmy wtedy tylko jedno dziecko. Teraz mamy czwórkę i ośmielę się powiedzieć, że lubimy być rodzicami. A wychowanie to naprawdę niezwykłe zadanie i fantastyczna przygoda. 
Zapraszam serdecznie.
Więcej informacji na stronie http://cresco.edu.pl/

wtorek, 25 sierpnia 2015

dostał podwójnie

A w kuchni mój błąd: oj jaki jesteś nieuważny zobacz co zrobiłeś... na co moja córka: "no właśnie on tak zawsze" :( buu oberwał podwójnie, a po co? przecież raz i tak jest bolesne, a tu od matki i od siostry. Niedobrze. W dodatku przykleiłam "nieuważny" buu a wystarczyło powiedzieć "ścierka w szufladzie".

No nic następnego dnia wylądował koktajl na ścianie, miałam okazję poprawić się i powiedzieć: ręczniki papierowe będą dobre.

To się zdarza nagminnie u nas. Mówię coś do dziecka i słyszę echo bo ktoś powtarza moje słowa. Taki wzmacniacz :(. Tylko, że efekt jest odwrotny.

Ale można tym razem wziąć na bok siostrę i spokojnie wytłumaczyć, że dodatkowe dokładanie komuś w takiej sytuacji jest nieprzyjemne.

Dzieci dużo lepiej zapamiętują i reagują na takie słowo na boku. Czują, że jest w tym jakiś szacunek, jakaś dbałość o ich uczucia, może po prostu czują się kochani nawet jeśli uwaga boli.

Można komuś przyłożyć podwójnie, ale można i trzeba o tym też rozmawiać, bo słowa ranią i pozostawiają swój ślad na długo.

niedziela, 28 czerwca 2015

upominaj i chwal ale z głową

Chwalić dziecko trzeba, ale nie przy innych dzieciach bo...
Jeśli tylko zapomnę o tej zasadzie od razu słyszę "a ja?"

Jeśli ganię jedno dziecko w obecności innych to poniżam :(

Dlatego mądry rodzicu weź dziecko na bok i powiedz mu jak to jesteś pod wrażeniem tego i tego...
I weź dziecko na bok (nie w tym samym czasie) i powiedz, że dobrze byłoby to i to przemyśleć bo ...


To taka mądrość, której nauczyłam się na kursie w szkole rodziców. Unikamy dzięki temu porównywania dzieci. A przecież wiadomo do czego prowadzi porównywanie.

Mądrze chwalić jest sztuką,  której nieustannie się uczę. Dzieci i tak mają w jakiś sposób wdrukowane porównywanie się, lepiej tego nie podsycać bo przecież przed nimi cała dorosłość. Porównywanie się do innych jest zawsze złe, bo albo mówi "jestem lepszy..." albo "jestem gorszy..." i jedno i drugie jest destrukcyjne.

ale o tym innym razem :)

Tymczasem Staś w piaskownicy pyta: "Kto zrobił lepiej ja czy Ola. Kto jest fajniejszy?" No Stasiu ty jesteś fajny chłopiec a Ola to fajna dziewczynka.
"A razem jesteśmy fajni... to dobrze"



piątek, 19 czerwca 2015

fotowięzi ?

robienie zdjęć dzieciom jest nie tylko sposobem zatrzymywania czasu, ale...

budowaniem więzi

kiedy rodzic robi zdjęcie dziecku zwykle zachwyca się swoim obiektem, podziwia, jest pod wrażeniem każdego uśmiechu, każdej miny, każdego gestu...
ten sposób patrzenia na dziecko jest mu bardzo potrzebny

to takie mówienie kocham cię

a jak czuje się dziecko, które jest fotografowane? jestem piękna, podobam się mamie, tacie
oni mnie kochają

Coś magicznego dzieje się pomiędzy dzieckiem a rodzicem

niby taka zwykła fotka, ale ile w tym budowania relacji

 no i jak zwykle każda skrajność jest zła

i ten rodzic, który patrzy na dziecko tylko przez obiektyw a umyka mu ta chwila, w której trzeba o prostu wziąć piłkę i razem zagrać

i ten rodzic, który w ogóle nie uznaje zdjęć...

a przecież najważniejsze jest jednak nie to jak perfekcyjne mamy fotografie naszych pociech, ale ile w tym naszej miłości



środa, 17 czerwca 2015

pech czy przygoda?

Czasem jest tak, że życie nas nie oszczędza. Czasem jest tak, że mamy wrażenie, że ciąg zdarzeń jest naprawdę trudny.

Pojechałam do córki do szpitala i zepsuł mi się samochód :(

pech!

Moja 14 letnia córka jednak po krótkim namyśle stwierdziła: pomyśl mamuś ile ty masz przygód :)

no tak przygoda za przygodą tak już od jakiegoś czasu t nawet jedna grubsza na tydzień a te mniejsze dodatkowo ale...

Poszłam na poszukiwanie mechanika z myślą, że przydarzyła mi się przygoda. Wszystko nabrało innych barw, widziałam po drodze ciekawe miejsca, musiałam zaczepić kilka osób pytając o drogę i przy okazji przekonałam się, że są na świecie uprzejmi ludzie :) nauczyłam się co nieco o samochodach. Wiem już gdzie jaki płyn się wlewa i jak to zrobić. No i co najważniejsze szczęśliwie wróciłam do domu. Nie obarczyłam męża winą za moją przygodę bo w końcu przygody są po to by jej dobrze przeżyć i moc się nimi chwalić. Więc pochwaliłam się jaka to jestem dzielna.

Nie mogę jednak przestać myśleć o tym jak dobre nazwanie rzeczy może zmienić nasze nastawienie.

 Kiedy Antek był mały mówiliśmy, że zdobył medal odwagi, czyli stłukł kolano.

Spróbuję dziś zaczarować swój świat, pięknie nazwać to co czasem bywa trudne. Zamiast narzekać na ból pleców powiem, że moje plecy domagają się ruchu, a moja głowa ... kawy :)


 bo wszystko jest drogą, czasem trudną, ale drogą po której przyszło nam iść

może ta trudna droga pełna przygód jest ostatecznie w jakiś sposób bogatsza? tak jak w górach?

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

koszmar z jedzeniem w roli głównej

Najpierw człowiek się zamartwia bo dzieci nie jedzą, potem już jedzą, ale okazuje się, że to co jemy to generalnie ...
Po zakupieniu książki Zamień chemię na jedzenie, nasze życie zamieniło się na jakiś czas w koszmar. Powoli dochodzimy do siebie, ale łatwo nie jest. No ale Staś dzielnie robi proziaki i nawet je potem je (o dziwo).

Ja chyba zacznę sypiać w kuchni bo po co z niej wychodzić skoro cały czas muszę coś gotować, albo przygotowywać do gotowania, albo próbować jeść...

Gdybym jednak miała powiedzieć jaka książki zmieniła moje życie to najpierw byłaby to Biblia a po niej ten poradnik.

Czytanie pierwszej nadaje sens mojemu życiu pokazuje kierunek i drogę, pokazuje kiedy idę w złą stronę, jest najważniejszą książką w moim życiu. Staram się ją mieć ze sobą zawsze. Jest słowem Boga w którego wierzę.

Druga to zwykły poradnik jakich wiele na mojej półce, a jednak ...

Druga stała się moją zmorą, którą biorę na zakupy, po której moje zakupy trwają godzinę dłużej i tak nie jestem zadowolona z zawartości koszyka (kupuję mniej bo nie ma co...) Jest stale na moim kuchennym stole i ciągle mnie wkurza. Kiedy już z trudem kupię właściwe rodzynki to okazuje się, że .... morele!!! co one mają??? O nie. Dzieci patrzą na mnie dziwnie i szukają w lodówce wędliny i żółtego sera a ja im daję pomidora i biały ser a potem na otarcie łez muszę zrobić omlet i sok.... Jest dziwnie, myślę że nie da się już wrócić do starej kuchni. Wierzę, że reszta rodziny nauczy się gotować. I będzie łatwiej, ale na razie ... dobrze że babcia piecze chleb a po ziemi chodzą normalne kury :)

Jednak po koszmarze pobytów w szpitalach z dziećmi, który ciągnie się dalej  niestety jeszcze, nie mam wyboru. To jedyne co mogę zrobić, więc dziś kasza na obiad ugotowana w garnku bez folii  :)

Pani Julito, (mimo tego co powyżej :) jestem Pani wdzięczna za kawał dobrej roboty jaką Pani wykonała i chciała się jej efektami podzielić. 

Zmusiła mnie Pani do gotowania ciecierzycy i czytania wszystkich etykiet :) Bardzo Pani dziękuję.

Polecam gorąco wszystkim

Julita Bator "Zamień chemię na jedzenie"

środa, 18 lutego 2015

1% dla naszej Anny


Anna Maria urodziła się 2 grudnia i jest nam dana i zadana. Dlatego by jak najszybciej jej pomóc prosimy o przekazanie nam 1% swojego podatku.

Aby podarować 1% podatku na moje konto w stowarzyszeniu „Bardziej Kochani” wystarczy w deklaracji PIT wpisać:
W polu numer KRS 0000032355
W polu wnioskowana kwota: kwota 1% obliczonego podatku (zaokrąglona)
W polu cel szczegółowy: ANNA SABIK

sobota, 17 stycznia 2015

a może miski nadadzą się do zabawy?

Miski w różnych rozmiarach to zabawa na dłuższy czas. Można je układać, można do nich coś wrzucać, można je składać i rozkładać. Nasz syn uwielbiał tak się bawić. Znalazłam to zdjęcie i pomyślałam, że może to być dobra inspiracja na zabawę w domu. Kulki które przekłada Staś są ze styropianu, kupione w sklepie dla plastyków.
Właściwie gdyby się tak przyjrzeć to ten młody człowiek całkiem poważnie oswaja matematykę :)

niech żyją bańki mydlane !!!

Ja jako dziecko robiłam bańki rozcinając słomkę :) Świat jest piękny kiedy wokół tyle kolorowych baniek.
Zamiast narzekać ze zmęczenia, zamiast opowiadać o ciężkim dniu... możesz usiąść na ławce, albo nawet na krawężniku (siedziałam dziś z Antkiem i trochę dziwnie na mnie ludzie patrzyli, ale było fajnie) i puszczać bańki. Minie zmęczenie, świat pojawi się w nowych kolorach... kolorach baniek mydlanych.

wychowanie do wolności - wybory małe i duże

kim jest człowiek wolny? jaki to człowiek ?
patrzę na moje dzieci i zastanawiam się nieustannie jak dać im siłę do stawania się dorosłym wolnym człowiekiem.
Wybory. Dobre, samodzielne wybory, to będzie najważniejsze zadanie już niedługo... a może już dziś?

Czy nasze dzieci potrafią wybierać? Jak je tego uczyć? Jesteśmy w sklepie, kupujemy klej. Stoję z Ant w sklepie, pani pyta: który klej? patrzy na mnie, Antka nie widzi? Ja patrzę na Antka i czekam. Pani podaje jeden i mówi: weź ten, jest dobry :(
"Weź ten..." znam te teksty: to jest najlepsze, kup koniecznie etc tysiące reklam wszędzie dookoła.
WYBÓR
Jestem z Zosią u fryzjera. Córa (prawie 11 lat) siedzi na fotelu .. i pani pyta: jak obcinamy? Na kogo patrzy? Oczywiście na mnie. ja patrzę na Zosię i przekierowuję pytanie.
Takich sytuacji jest cała masa.
Nie jest to dla mnie proste i oczywiste bo sama często narzucam innym swoje zdanie :(
Tym bardziej muszę o tym pamiętać. Teraz wybór kleju, kiedyś ... wybór żony :) Chyba przesadziłam, ale coś jest w tych wyborach trzeba się temu lepiej przyjrzeć.

zbudujmy domek

Potrzebujemy domu. Dzieci kochają budowanie domków, namiotów. Coś magicznego jest w takim tworzeniu. Zosia buduje namiot na huśtawce :)
Marzę o tym by zbudować jej kiedyś domek na drzewie.
Małym dzieciom wystarcza koc i dwa krzesła. Potem dwa koce i prześcieradło. Zwykle przy takiej budowie jest spory bałagan, ale ile radości!!!
Pozwólmy dzieciom budować domy :)
Małe i duże, z pudeł i koców z materacy i krzeseł i poduszek. Chłopcy czasem budują statek kosmiczny, ale to też ma zwykle ściany i dach.
Dom. Jest w tym coś niezwykłego. Zaangażowanie i trud, który w to wkładają. Znoszą różne przedmioty, meblują, organizują przestrzeń. To niesamowite. Z ogromną radością patrzę na taką zabawę. Pamiętam z własnego dzieciństwa taką zabawę.

kup duuuży papier


Kupiliśmy papier, który
zwykle wiesza się na flipchartach :)
Powiesiliśmy na ścianie i dzieci mogą sobie używać wielkich kartek ile dusza zapragnie. Rysowanie na dużych kartkach i uczenie się poprzez rysowanie schematów jest ciekawsze niż siedzenie przy biurku. Zosia uczy się najlepiej kiedy może swoją wiedzę przekazać innym. Dlatego tłumaczy mi jak wygląda pantofelek, jednocześnie rysuje schemat.
Antek wymyślił gazetkę rodzinną. Kartka wisi na naszych wielkich drzwiach przesuwnych.

Każdy może dopisać jakieś ogłoszenie, informację itp. A informacje
mogą być ciekawe :) Każdy ma coś ważnego do przekazania innym. Dać ogłoszenie do gazety to jest coś!
Stach używa jej na podłodze. Niech żyją wieeelkie kartki :) Mówi jego uśmiechnięta buzia. Każdy powinien spróbować rysować na takiej kartce i poczuć jak to jest.
Wielkie ruchy teraz, na pewno zaprocentują w przyszłości lepszą koordynacją i ... może odwagą w rysowaniu? A może nie tylko w rysowaniu?

pytania są motorem nauki


Nie wierzę własnym oczom. Moja córka wertuje książki, szuka informacji, robi mapy myśli, tłumaczy Antkowi co to są enzymy itd. Dlaczego chce się uczyć? Normalnie nie jest to jej ulubione zajęcie.
Może dlatego, że znalazł się czas na PYTANIA. W pośpiechu dnia codziennego nie ma czasu na pytania. Szkoła, obiad,lekcje, trochę zabawy i już wieczór. Przerabiamy układy (tak jak dzieci w szkole), ale sami wybieramy który i w jaki sposób. Przerwy wtedy, kiedy jest taka potrzeba i duuużo pytań.Szukanie odpowiedzi na pytania to nasza nauka. A co robi trzustka? Dlaczego pani doktor sprawdza moją wątrobę?
czy dzieci mają przestrzeń na pytania?
co odpowiadamy kiedy pytają?
"chm to ciekawe pytanie, a jak myślisz" , "nie wiem, może poszukamy w tej dużej książce"
no i uczymy się tego co nas zainteresuje i zgłębiamy (sama jestem zaskoczona jakie to wciągające)

Nie mówię, że szkoła jest be. Ale zaczynam lepiej rozumieć edukację domową i jej zalety.


kiedy domowa edukacja staje się koniecznością

Zosia chora :(
Nic to choroby są częścią naszego życia, więc są i już. Tylko jak przetrwać ten czas? Ile można czytać? Ile oglądać? Co zatem robić z marudzącym dzieckiem żeby nie zwariować. W naszym domu zapanował bałagan :( Nie mam siły sprzątać. Próbuję, ale im bardziej się staram tym bardziej jestem załamana ilością rzeczy do upchnięcia gdzieś.
Dziś wpadłam na pomysł pożytecznego spędzania czasu. Wyłączyłam Zosi telewizor. Wyciągnęłam nasze przyrodnicze filmy. Wiedza mojej córki mnie zaskoczyła. Przyznam, że trochę zainspirowała mnie edukacja domowa. Pomyślałam, że skoro niektóre dzieci w ogóle nie chodzą do szkoły i nie są głupsze to może moje dziecko też ... Przepisywanie zeszytów - może i ważne, ale co z tego wynika? Ano nic. Dlatego uruchamiamy edukację domową na czas przymusowego pozostania w domu. Szkoda, że mam tak mało wiedzy jak to się robi, ale spróbujemy. Oczywiście Zosia nie wie, że się uczy (to znaczy nie odczuwa wstrętu w czasie naszych rozmów). Tak jak wszyscy ma swoje mocne i słabe strony.Po mamie ma problem z geografią, ale! doskonale wie gdzie leży kraina o której ogląda film. Wtedy pamięta. Jeśli tylko kojarzy z przyrodą to nawet doskonale. Podoba mi się ta nasza zabawa w domową edukację. Szkoda, że muszę wrócić do pracy. Zapytałam nauczycieli jakie treści są ważne w tym co obecnie przerabiają i już wiem.
Mamy w planie jeszcze przyjrzeć się wszystkim układom w organizmie ludzkim. Tymczasem obejrzeliśmy serce i wątrobę i żołądek kury :)) dzieci były bardzo zainteresowane. Zosia z nudów zrobiła też zabawną prezentację o Francji. Co prawda tylko trzy slajdy, ale miała w tym sporo radości. Nie musiała tego robić. Chciała. Może pokuszę się o jakieś francuskie danie na sobotę?
Udało nam się też oglądać albumy z malarstwem. Baaardzo ciekawe również dla mnie.
To rzeczywiście jest możliwe. Pod warunkiem, że się nie pracuje i mniej sprząta, a gotowanie... no chyba, że naleśniki po francusku :)
Pozdrawiam wszystkich niezwykłych rodziców domowej edukacji. Zazdroszczę Wam.

niedziela dzień wolny od pracy dzieci

Nie będę się skarżyć na szkołę bo to już nudne w moim wydaniu. Czytam ciągle "Pod presją" i ... przeczytajcie koniecznie.
Tymczasem w minioną niedzielę wracając z kościoła myślałam o tym, że ja nie pracuję, ale moje dzieci gonię do lekcji :(
A Antek w drodze z kościoła zatrzymał się nad wielką kałużą i wrzucał do niej kamienie. Najpierw myślałam o tym co będzie za chwilę jak pochlapie mnie i siebie. Z każdym rzutem jednak widok wciągał mnie coraz bardziej. Bach kamień się zanurza. Fale się rozchodzą. Woda jest coraz bardziej mętna. Mamo teraz wezmę duuży kamień i uważaj bo ...
Dobrze się razem bawiliśmy.

nie strasz mamo

Podsłuchałam wczoraj w piaskownicy:
"co ty Michałku, mama żartowała nie odda cię nikomu, bo gdyby cię ktoś zabrał to bym bardzo płakała bo mama kocha... chyba, że jesteś niegrzeczny to wtedy mama cię nawet chętnie odda, bo jak jesteś niegrzeczny... itd"
Zastanawiam się dlaczego rodzice tak mówią? Nie chcę nikogo oceniać. Tylko żal mi tego dziecka, bo skąd ono ma wiedzieć co to znaczy. Mama mówi, więc może tak być. Przecież mama nie może kłamać. Skoro mówi, że odda to pewnie odda. Tylko komu? i kiedy to się stanie? czy ja jestem teraz grzeczny? kiedy ?

co to znaczy niegrzeczny? czy kiedy nie chcę jeść zupy? czy kiedy nie chcę wracać ze spaceru do domu? a może wtedy kiedy pobrudzę ręce? a może jak płaczę? a może...

zamiast tego: nigdy cię nie oddam bo jestem twoją mamą i kocham cię KROPKA
Strach przed utratą bliskiej osoby towarzyszy nam przez całe życie. Mówimy z Bartkiem dzieciom, że kochamy je nawet jak rozrabiają. Czasem jest mi przykro, kiedy któreś bardzo nabroi, ale nie zmienia to mojej miłości. Czy rodzice dzieci, które gdzieś się pogubiły w swoich decyzjach, w swoich wyborach... przestają je kochać? Nie. Serce im pęka, ale miłość trwa.

"jak nie zjesz obiadu to cię tutaj zostawię i sobie pójdę", "jak będziesz niegrzeczny to ta pani cię zabierze", "o tam stoi policjant jak się nie uspokoisz to przyjdzie i cię weźmie" itd

Niby niewinne żarty. Tylko czy dzieci się śmieją?



szkoła - bać się czy nie?


Ja się trochę boję. Tak już mam. Nie lubię kiedy mnie ktoś przepytuje, sprawdza, ocenia i stale kontroluje. Dlatego empatycznie odczuwam niepokój moich dzieci przed pójściem do szkoły. Ale przecież szkoła jest częścią życia naszych dzieci i tym samym nas samych. Dobrze jest więc ją oswoić. Tylko jak?
Jest kilka zaczarowanych sposobów. Np. przygotowanie do szkoły- wspólne zakupy i jakieś małe niespodzianki typu ładne pióro, czy wyjątkowo fajne naklejki na zeszyty.
Szkolne opowieści - pomagają poznać lepiej rzeczywistość szkolnych zmagań. Pamiętam jak ciocia Kasia zamknęła swoją panią w klasie a był to czas kiedy nie było jeszcze telefonów komórkowych w powszechnym użyciu :))
Po co opowiadać takie rzeczy? Ano po to by dziecko wiedziało, że wszyscy przez szkołę przechodzą i raz jest super a czasem mniej super, ale przecież i tak fajnie bo są koledzy i koleżanki.
Plan lekcji!! - najlepiej duży i w widocznym miejscu. Tak by dzieciak mógł sobie spokojnie przeczytać co też go czeka w najbliższym dniu.
Tablica na różne karteluszki, które nauczyciele chętnie dzieciom dają (a te lubią się gubić), a tak wisi sobie taka kartka z wierszykiem na tablicy i czeka na swój dzień.
Notesik - koniecznie ładny :) i oczywiście praktyczny (czyli nie za duży i nie za mały i w miękkich okładkach żeby nie dokładać zbędnego noszenia dziecku), notesik na zapiski też jest ważny.
Staramy się nie mówić głośno przy dzieciach źle o szkole, a raczej pokazywać to co jest dobre, ciekawe i cenne. Czasem dzieci patrzą na świat naszymi oczami.
Szkoła.... to taka szkoła życia... czasem jest sprawiedliwa ocena a czasem nie- jak w życiu, czasem jest fajnie a czasem... gorszy dzień... czasem spotkanie z kolegami jest udane a czasem...
jak w życiu
Dlatego też wieczorem w naszej rodzinnej modlitwie pamiętamy o nauczycielach i całej tej szkolnej gonitwie i o tym byśmy nie zapomnieli o tym co w życiu ważne.
Jak zapamiętają szkołę nasze dzieci? Jak my ją wspominamy? Co pamięta się ze szkolnych lat?

praca domowa... czy dużo to dobrze?

Miałam napisać tyt.: szkoła zabija naszą rodzinę, ale trochę za ostro.
Jak wygląda dzień w naszej rodzinie? Otóż dzieci idą (jadą- zawozimy je autem) do szkoły na godzinę 8.00 a wracają około 15.30 , czasem trochę wcześniej. Oczywiście znowu samochodem i zwykle w korku :( Czas w samochodzie nie jest naszym czasem rodzinnym bo trzeba skupić się na drodze i pytanie dzieci o różne rzeczy, kiedy nie możemy popatrzeć sobie w oczy jest bez sensu. W domu jakiś obiad i chwila przerwy. Potem już do wieczora odrabianie prac domowych. Oczywiście z przerwami bo inaczej się nie da. Na dzień dzisiejszy jednak do samego wieczora odrabiamy wspólnie lekcje. Jestem tym faktem załamana. Zniknęły z naszego życia takie punkty jak: granie w gry planszowe wieczorem z tatą (pasja taty i nie tylko), wspólne oglądanie filmów, wspólne czytanie książek, długie kolacje i rozmowy, czasem brakuje sił na wspólną modlitwę :(
Dlaczego tak się dzieje? Co jest nie tak? Jak jest w innych stronach świata? Czy dzieci na całym świecie spędzają tyle czasu przy biurku?
W tym roku zapisałam dzieci na zajęcia teatralne w domu kultury, który mieści się w pobliskim parku. Zmusza nas to do spaceru, czasem jazdy na rowerze. Szkoda tylko, że zaraz po zajęciach prawie biegniemy, bo trzeba zrobić lekcje.
Ktoś powiedział, że podczas odrabiania z dzieckiem lekcji buduje więzi... my znamy inne sposoby i płakać mi się chce, że szkoła nam to zabiera. Nie neguję zadawania prac domowych, ale czuję, że więcej na tym tracimy niż zyskujemy :( tracimy coś, czego nie da się kupić, coś czego nie da się odzyskać
ot tak smutno mi zwyczajnie
i z ogromną radością patrzę na Stacha i dziękuję Bogu, że nie musi iść jeszcze do szkoły :)
a mój apel do nauczycieli: Drodzy Nauczyciele, więcej nie znaczy lepiej. Pozwólcie nam czasem pobyć z dzieckiem tak zwyczajnie. Może czasem wyjechać na weekend (bez plecaka z zadaniami).

Pomóż mi uwierzyć w siebie

Ponieważ nie jestem idealną mamą (ponoć to dobrze). Jestem za to świadoma wielu błędów (też dobrze). Dziś o jednym z nich.
"Mamo, czy dobrze to zrobiłam?" - tak, tylko troszkę poprawię - odpowiadam często dzieciom.
Niby nic takiego, ale spróbujmy się temu przyjrzeć. Rośnie potem taki mały człowiek ze świadomością, że wszystko co robi ktoś musi poprawić bo sam robi niby dobrze ale... No właśnie. Czy robię coś dobrze? Jeśli tak to dlaczego stale muszą po mnie poprawiać? Niby drobiazgi, ale ciągnie się to potem całe życie.
Ja osobiście sama zmagam się z takim uczuciem. Rzadko jestem pewna, że coś zrobiłam naprawdę dobrze. Stale potrzebuję potwierdzenia. Najlepiej sprawdzenia.

Co robić? Jak dać dziecku poczucie, że potrafi samo coś zrobić? Drobiazgi! Nalewa wodę do kubka- zanim przechwycę dzbanek by to zrobić lepiej (bo przecież dorośli zawsze robią lepiej) mogę odwrócić się i dać mu szansę. NIE POPRAWIAJ MNIE MAMO! Napiszę sobie taką karteczkę i powieszę w kilku miejscach. Jeśli już koniecznie muszę to zrobić to lepiej żeby tego nie widział. Może niech sam poprawi, ale niech wie, że potrafi! Słowa klucze to: dasz radę, świetnie sobie z tym poradziłeś, spróbuj wstać będzie ci łatwiej, ale poradzisz sobie, jesteś sprytny, masz talent do gotowania, ... albo zwyczajnie: spróbuj sam to zrobić :)

jak to widzą dzieci

"Kłótnia z dorosłym jest jak walka człowieka z mrówką."

Powiedział dziś mój syn. Ot co.

Oczywiście zapisałam od razu by nie zapomnieć i przemyśleć sobie moje ostatnie zachowanie.

dlaczego dzieci narzekają?

Taki oto znak spotkaliśmy na wakacjach. Od razu pomyślałam, ze zrobimy sobie z Bartkiem takie koszulki i będziemy zakładać na wycieczki rodzinne :)

Jak zwykle pomyślałam o tym ,jak to dzieci narzekają. Tymczasem dziecko ma przecież prawo trochę pomarudzić. Może warto zatem pomyśleć o sobie. Czy ja narzekam? oj tak :(

Jednym słowem wychowanie warto zacząć od siebie. przychodzę do domu i narzekam na pracę. Przychodzę ze sklepu i narzekam na sklep. Przychodzę do domu i...już nie dziwię się, że moje dziecko narzeka na szkołę.

...by była dobrym człowiekiem

Rozmawiałam ostatnio z jedną mamą. O szkole, przedszkolu i innych matczynych troskach. Gdzieś między tym wszystkim padło: "mój mąż mawia: najważniejsze by wyrosła na dobrego człowieka". Niby nic, niby wiadomo, każdy tego chce, ale nie mogę przestać o tym myśleć. Rzeczy najprostsze zwykle najważniejsze, ale trzeba o tym mówić.
Nie musi być najlepsza z matematyki, nie musi wygrać konkursu recytatorskiego, nie musi być naj... ważne by była dobrym człowiekiem... Ja mawiam: by nasze dzieci były szczęśliwe,ale to jednak nie to samo. Być szczęśliwym to żyć tak by było mi dobrze, a być dobrym to... żyć tak... No właśnie.

Jakie serce ma moje dziecko? Czy będzie dobrym człowiekiem?



nie lubi kiedy czegoś nie zna

Zapowiedziałam dziś dzieciom wieczorne spotkanie: "Spotkanie z obrazem". Antek natychmiast się zdenerwował. Bo co to właściwie ma być? Zosia od razu wyjaśnia "mamo, wiesz Antek nie lubi rzeczy, których nie zna ".
Proste.

Doświadczyłam tego za każdym razem kiedy byłam w szpitalu. Ogromny lęk przed tym czego nie znam. Nie tylko lęk dziecka, ale mój również. Dlatego jestem wielbicielem dziecięcej zabawy. Bo w niej można bezpiecznie wszystko przećwiczyć, nawet zakładanie gipsu :)

Pewnie już o tym pisałam, ale dziś znowu to odkryłam. Czasem zamiast zapowiadać ... może warto zaproponować? Szczególnie jeśli to brzmi dziwnie i nie jest jeszcze oswojoną nazwą?

poniedziałek, 12 stycznia 2015

tajna fajna misja czyli eksperymenty dla przedszkolaków


Chodź Staś zrobimy tajną misję - powiedziała Zosia i ... nalała do słoika wodę, potem wrzuciła do wody szyszkę. Obserwowali słoik kilka dni. Potem słoików było więcej :) Tak się zaczęła nowa zabawa Stasia. Słowo tajna zamienił na fajna i co jakiś czas prosi " Zosiu zrób mi fajną misję...".
Najważniejsze by nie było zbyt skomplikowane by młody badacz sam mógł przeprowadzić eksperyment.

W zasadzie fajną misją może być wszystko, grunt to wyobraźnia. 
Powyżej konstrukcja z ciastoliny i rurek. Może to las? Albo jakiś pojazd? A może układ nerwowy? Nie wiem, ale z pewnością jest to poważny projekt badawczy i nie wolno zbyt mocno ingerować, tylko pozwolić naukowcom na prowadzenie badań. Do moich zadań należy zwykle dostarczenie odpowiednich materiałów, lub dopuszczenie badaczy do kuchennych (i nie tylko kuchennych) szafek.

Autorka Tajnej fajnej misji obiecała podzielić się pomysłami więc pewnie wkrótce coś jeszcze się pokaże.

piątek, 9 stycznia 2015

co robimy z miesięczną Anną

Zabieramy się do pracy. Czas mija szybko. Mała Anna potrzebuje wsparcia. Pewnie jak wiele innych dzieci, których rozwój może przebiegać z opóźnieniem. Dostaliśmy matę i sobie leżymy.
Na szczęście rodzeństwo ma dużo pomysłów jak tu namówić Annę do ćwiczeń :)
Właściwie co można robić z maluchem, który ma ledwo miesiąc? Co robimy?

Czytamy rymowane wierszyki (trudno jest uwierzyć w sens takiego czytania bo co ona może mieć z słuchania Tuwima?, ale ponoć trzeba). Kiedy czytamy słuchają wszyscy, chcąc nie chcąc.

Nosimy na rękach - ile się da. Nikt mi nie wmówi, że to źle. Nosiliśmy pozostałych wiec jej też się należy :) Poza tym tak cudnie jest z nią tańczyć.

Dajemy nosić wszystkim, którzy nas odwiedzają :)

No i dotykamy i masujemy i uśmiechamy się.

Pokazujemy czarno białe karty - też wygląda to dziwnie ale rzeczywiście patrzy nieźle.

Mamy jedną piosenkę na kąpiel, którą śpiewa mama. Mamy też jedną płytę na poranek - zawsze tę samą (chyba że złośliwe rodzeństwo wyłączy).

Wystawiamy się na balkon lub taras jak się da.

Generalnie życie toczy się wokół karmienia i przewijania, pozostałe rzeczy są dodatkiem. Ale ważnym i pilnujemy by się działy.

Pozdrawiamy wszystkich którzy martwią się o nas. Jest naprawdę nieźle. Pewnie największe wyzwania jeszcze przed nami.