niedziela, 21 października 2012

zanim zapiszesz dziecko na wyjątkowe zajęcia

To krótka historia jednego chłopca i jednego spotkania.
Chłopiec nie wierzy w swoje możliwości, wie że ma dużo różnych trudności. Nie znosi odrabiać lekcji i bardzo się denerwuje kiedy musi się uczyć.Ma lat 9 i kocha wakacje, a szkoła...
Rodzice chcąc mu pomóc zapisali dzieciaka wstępnie na zajęcia, które miały to zmienić.  Nauka przyjemnością...
Przyszedł pan trener i usiedli razem w pokoju. Pan trener chciał pokazać rodzicom do czego dojdzie ich dziecko po udziale w tym wyjątkowym programie (wyjątkowy również ze względu na cenę).
Pierwsze zadanie- chłopiec miał przeczytać po cichu tekst, pan mierzył czas. Po zakończeniu wyjął kalkulator i sprawdził ile to słów czyta na minutę (wynik zadowalający a nawet bardzo dobry, powiedział pan ze zdziwieniem), potem przepytał ze znajomości tekstu... mały prawie płakał (a pan zapewniał, że to zabawa). Co się jednak okazało? Mały znał odpowiedzi na większość pytań! A pytania wyszukane np. jaka średnica jest w czymś tam (nie pamiętam). Jakie zwierzęta nie używają echolokacji... jaki czas... ile razy... jak długo...?
Rodzice byli w szoku! Jakim cudem tyle zapamiętał. Ano tak zwyczajnie zapamiętał i już.
Uff
Trochę próba panu nie wyszła bo uczeń za zdolny i właściwie już wie co czyta, więc... ale po programie będzie czytał szybciej i wiedział więcej oczywiście.

Próba druga - kostki. Chłopiec miał zapamiętać kostki i potem w głowie dodać i podać wynik. Pierwsza próba - super! udało się. Mały wyciera pot z czoła. Ale ... po kursie będzie to robił z podwójną ilością kostek. No i próba, spróbuj teraz... i bach dwa razy tyle kostek do zapamiętania.
No i ... mały myśli i myśli, Pan się uśmiecha i mówi to niemożliwe, a mały mówi 42 i ... pan kiwa głową, prawie głaszcze z politowaniem chłopaka po głowie, ale ... zerka na kostki i ... 42.
:))

No ale po kursie...to może nawet ...

no to próba skojarzeń... wyszło jak wyżej, młody zapamiętał, pan zaskoczony... a po kursie... to wszystko zapamiętasz...:)

W pewnym momencie młody zaczyna płakać. Nie wytrzymał napięcia. Za dużo. Wystarczy. Sami sobie idźcie na ten kurs jak macie problem.

Następnego dnia. W rozmowie chłopak mówi, wiem wiem pamietam, przecież mam dobrą pamięć. Wczoraj się o tym dowiedziałem.
No cóż.

mamy nauczkę
program pewnie dobry tylko po co?

poniedziałek, 8 października 2012

dobry pomysł to połowa sukcesu

Odrabianie lekcji to zmora każdego rodzica i każdego dzieciaka. Nie ma rady, zrobić trzeba. Dzieci sprawdzają ile cierpliwości ma rodzic, rodzic chce spokojnie pomóc tylko w razie wyraźnej potrzeby a wychodzi ... jak wychodzi. Czasem lepiej, czasem gorzej.  Jednak dzieciaki zaskakują swoimi pomysłami. Usłyszałam wczoraj : "to ja może pójdę po jakiś cukierek ze spacjalną mocą, żeby mi się tak zachciało robić te lekcje". No i się zachciało. :)

Inny pomysł mojego syna.
- Antek wiesz muszę przeczytać te dwie książki do końca tygodnia, jak mam to zrobić? - zapytałam
Antek popatrzył na grubość, sprawdził ilość stron, zapytał ile już przeczytałam i powiedział - musisz podzielić to na części i każdego dnia czytać jedną i tego się trzymaj, a będzie dobrze :)

Proste?

idę trzymać się planu na dziś


środa, 3 października 2012

TO MOJE!!!!

Na spacerze w parku.

Jedno dziecku zasiada na rowerku drugiego dziecka. Klasyka. Jak zwykle cudzy rowerek fajniejszy. My, mamy, chcemy dobrze wychować nasze dziecko i mawiamy: no pozwól, na chwilę, przecież nic ci nie zrobi, pojeździ i odda... a mały, który zasiadł na rowerku właśnie triumfuje. W oczach błysk zwycięzcy. Mały właściciel nie rozumie o co chodzi. Moje, ale mam dać. Nie chcę, ale mama prosi... co robić, może się rozpłakać?
W świecie dorosłych...
Kiedy ktoś bierze moje rzeczy i nie pyta... to się wkurzam.

Tyle.

Moje to moje. Mogę pożyczyć, ale wtedy kiedy ktoś mnie zapyta.

Niby proste, ale jakoś zapominamy o tej zasadzie w stosunku do dzieci. Ja zapominam :(

"Mamoooo on wziął mój ołówek!!!!"
"no przecież ci nie zje, nie wziął tylko pożyczył" (akurat...)

Po przemyśleniu (a raczej nauczeniu się) mawiam "prawo własności obowiązuje dalej w naszym domu, można pożyczać za zgodą właściciela".

teraz słyszę jak dzieci mawiają "prawo własności! to moje". Nie znaczy to, że się nie dzielą. Może nawet dzielą się częściej? Więcej sobie pożyczają? No i mniej walczą.